5 rzeczy, które zyskasz, gdy zrezygnujesz z telewizji

Dawno, dawno temu, a dokładniej w Erze Przed Telewizorem, w Krainie Prostego Życia żyła sobie Mała Dziewczynka. Dziewczynka kochała życie.  Tak po prostu. Korzystała z każdej chwili, by aktywnie spędzać czas: dużo spacerowała, ganiała po podwórku, bawiła się w chowanego z innymi Dziećmi. Jadła z uśmiechem to, co przygotowała jej Mamusia. Wieczorem, po całym dniu wrażeń na świeżym powietrzu i wesołych pogawędek z Rodzicami, zasypiała spokojnym snem. Była wesoła i ufna. Wiedziała, że Rodzice bardzo ją kochają, bo często mieli czas żeby się z Nią pobawić, dużo też rozmawiali. Wiedziała, że Rodzice kochają też siebie nawzajem, bo często się przytulali. Dziewczynka prawi nie chorowała, miała doskonałą pamięć i dobrze się uczyła.

I nagle…z niebytu konsumpcji wyłonił się srebrzysty ekran z milionem bodźców, niemożliwych do zrealizowania potrzeb i ludzie o zatrważająco bezdennej głupocie autorytarnie mówiący Małej Dziewczynce i Jej Rodzicom, jak żyć. I wszystko się spierdoliło…

Nie zrozumcie mnie źle, nie winię telewizji za zagładę relacji międzyludzkich i zdrowego stylu życia. Telewizor nam nic nie każe, ani niczego nie zabrania. To my, ludzie jesteśmy na tyle leniwi, że kręcą nas lansowane przez telewizję rozwiązania spod wezwania „Nic nie muszę, wszystko mogę, a najbardziej to leżeć, oglądać bzdury i wcinać tłuszcze trans.” Odnoszę po prostu wrażenie, że lista benefitów wynikających z detoksu telewizyjnego jest tak długa, że strach go oglądać i je przegapić. Serio. Jest mi bardzo źle ze świadomością, że zmarnowałam w życiu tyle godzin (dni, miesięcy? Mam nadzieję, że nie lat) na oglądanie tej papki, nie za bardzo selekcjonując, co i kiedy oglądam. Od dwóch i pół roku praktycznie nie oglądam telewizji i zyskałam tak wiele, że postanowiłam sie tym dziś z Wami podzielić.

TV. Where only shit happens to you
TV. Where only shit happens to you

A więc do rzeczy. Kalkulacja jest prosta. Gdy zrezygnujsz z telewizji, zyskasz:

CZAS

Dużo czasu. Załóżmy, że oglądasz tylko film wieczorem, albo śledzisz ulubiony serwis informacyjny i następujący po nim program rozrywkowy. Załóżmy, że zajmuje Ci to 2 h dziennie, co jest mniej niż połową czasu, który statystyczny Polak spędza przed telewizore (4,5h)[źródło]. Nie wiem, czy masz świadomość, ale  marnujesz  w ten sposób 30 dni, czyli miesiąc życia w każdym roku. Dramat. I choć coraz więcej ludzi deklaruje, że telewizji nie ogląda, statystyki wciąż rosną. Marcin Połowianiuk ze spidersweb.pl zwraca uwagę, że wykorzystujemy obecnie telewizor nie tylko jako narzędzie do oglądania telewizji, ale często jest on dla nas ekranem dla aktywności takich jak gry na konsoli czy ogladanie filmów przez VOD. Optymistyczny jest fakt, że część użytkowników zaczyna selekcjonować, co w telewizji ogląda lub w jaki sposób korzysta z samego odbiornika. Ale wciąż ilość czasu zmarnowanego przed telewizorem mnie zatrważa. Podejmowałam już ten temat we wpisie o tym, jak znaleźć czas na rozwój osobisty. Kamil Nowak vel BlogOjciec twierdzi nawet, że wyłączanie sprzętów elektronicznym, pomogło mu być lepszym rodzicem. Konkluzja jest więc taka, że musisz wyrzucąć TV za okno, wystarczy go na jakiś czas wyłączyć…

Poza czasem, który jest bezcenny i każda jego ilość „zaoszczędzona” na błahych lub bezsensowynych czynnościach jest powodem do radości, kolejnym bardzo ważnym zasobem, który otrzymujemy, rezygnując z telewizji są

PIENIĄDZE

To najłatwiej policzalna korzyść. Ja na samym abonamencie (brytyjskie TV Licening) oszczędzam 145 funtów rocznie (ok. 820 zł), nie wspominając o opłatach za prąd czy jakikolwiek dodatkowy pakiet telewizji brytyjskiej czy polskiej. Oszczędzam jednak nie tylko na abonamencie i opłacie za pakiet telewizyjny. Oglądam też mniej reklam i unikam sztucznego rozbudzania w sobie konsumpcyjnych potrzeb. Czysty zysk!

RELACJE

Od kiedy nie mamy w domu telewizora znacznie poprawiła się ilość czasu, jaką mamy z M. na rozmowy. A że gadamy więcej to jesteśmy sobie bliżsi. Mamy też więcej czasu na wspólne aktywności – ostatnio głównie spacery, czy zabawy z córką. Nie poświęcamy sobie połowicznie uwagi przykuci do telewizora tylko w 100% skupaimy się na sobie nawzajem. Zauważyłam też, że mam więcej czasu, by utrzymywać dobre relacje z innymi ludźmi. Wyrobiłam w sobie nawyk cotygodniowego dzwonienia do Teściów, by umocnić ich kontakt z wnuczką, mam zawsze czas, żeby pogadać z Mamą (jeśli tylko ona na ma to czas ;)) i żeby zadzwonić do przyjaciółek. Poza tym sporo energii wkładam w relacje ze znajomymi w Polsce utrzymywane z pomocą przeróżnych aplikacji i komunikatorów. Nie skupiam się na fikcyjnych relacjach boheterek seriali, tylko na moich własnych, przez co realnie czuję się szczęśliwsza każdego dnia. Telewizor nigdy mi tego nie dał.

ZDROWIE

Brak telewizora w domu, oczywiście, jeśli nie jest zastąpiony ślęczeniem przed komputerem, ma same plusy dla zdrowia. Pierwszy i najbardziej oczywisty: nie psuje nam się wzrok. Naukowcy (amerykańscy zapewne ;)) udowodnili, choć nie mogę teraz znaleźć źródła, że ograniczenie oglądania telewizji znacząco zwiększa koncentrację oraz, co chyba nawet ważniejsze – wpływa na jakość snu. Piksele ekranu telewizyjnego tworząc obraz emitują światło, które obniża naturalny poziom melatoniny, hormonu odpowiedzialnego za regulację naszego dobowego rytmu snu i czuwania. Mówiąc po ludzku: telewizor robi nam wodę z mózgu i powoduje, że po wieczornym seansie nie możemy zasnąć. I klops. A nawet jeśli możemy nie odpoczywamy właściwie i budzimy się zmęczeni.  Poza tym niemożność obejrzenia wiadomości czy serialu  może skutkować wybraniem się na spacer albo wykonaniem jakiejś innej aktywności fizycznej, jak niezwykle popularne obecnie bieganie. Możemy się poświęcić treningom, bowiem, jak już ustaliliśmy powyżej, mamy więcej czasu. Same pozytywy.

LEPSZY NASTRÓJ

Dlaczego nie oglądanie telewizji miałoby wprawiać kogoś w lepszy nastrój?- zapytacie. Odpowiedź jest prosta: nie oglądamy głupot, które zatruwają nam umysły, i mamy poczucie sprawczości, jako, że śledząc np. newsy w internecie selekcjonujemy ich źródło oraz czas, jaki im poświęcmy. Poza tym nie jesteśmy narażeni na wieczne porównywanie się do błyszczących gwiazdeczek małego ekranu, nie frustrujemy się ich głupotą i niekompetencją. Nie mamy poczucia zmarnowanego czasu, bo zamiast tego robimy  sensowne rzeczy, na przykład czytamy książki i czujemy się panami swojgo czasu, co wprawia nas w stan zadowolenia z siebie.  Tak jest przynajmniej w moim przypadku 🙂

Przekonałam Was? A może nie trzeba było Was przekonywać, bo podobniej jak ja żyjecie w świecie bez TV? Podzielcie się proszę opinią w komentarzu. Niezmiennie dziękuję Wam za poświęcony czas i mam nadzieję,że do zobaczenia wkrótce! U mnie, lub w innym zakątku internetu.

Zapewne zainteresuje Cię również

3 komentarze

  1. Nie posiadam telewizora od 11 lat 🙂 Nie wyobrażam sobie, żeby to pudło miało zagracić mi mieszkanie, jest mi bez niego bardzo dobrze 🙂

    1. Wow, Emily, gratulacje mądrej decyzji lata temu. Ja niestety przeszłam długą drogę od totalnego uzależnienia (pracowałam wtedy w telewizji i oglądałam wszystkie serwisy informacyjne po kolei) do totalnej wolności. Ale ile lat zmarnowałam… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *