Bilans 4 lat na emigracji w Szkocji. Jak nam się żyje i dlaczego tak dobrze

4 lata na emigracji w Szkocji

Stuk – puk, szast – prast, czas leci jak szalony. Wczoraj minęło cztery lata, od kiedy nasze stopy stanęły na życzliwej szkockiej ziemi i zaczynaliśmy nasze życie od nowa. Sporo się w tym czasie zdarzyło, naprawiliśmy w naszym życiu, co wymagało naprawienia, bardzo się przy tym rozwijając. Nasza egzystencja wyraźnie się wzbogaciła w wielu obszarach, ale w kilku też zubożała. Zapraszam was dziś na mały bilans naszych 4 lat na emigracji w Szkocji.

Po co mi podsumowanie

Lubię robić podsumowania. Mają one moc pokazania, co tak naprawdę zdziałałam w określonym czasie i przywracają perspektywę. Dobrze też robią na motywowanie do dalszych starań. Mamy z M. obrane wspólne życiowe cele i realizujemy je w sposób systematyczny, a podsumowania unaoczniają nam, gdzie w drodze do celu jesteśmy. Stało się już naszą małą tradycją, że w okolicach początku maja podsumowujemy poprzedni rok i cały nasz pobyt. Dziś pierwszy raz w historii naszej emigracji postanowiłam (po uzgodnieniu z M.) podzielić się z wami tym, co nas tu spotkało.

Dokładnie rok temu M. zaczął pracę w obecnej firmie,po nieprzyjemnym zwolnieniu z poprzedniej. Zdarzyło się to nagle, choć sytuacja konfliktu z managerem narastała od dłuższego czasu, a musicie wiedzieć, że M. nie jest człowiekiem, któremu można „w kaszę dmuchać”. Ja właśnie miałam wrócić do pracy z urlopu macierzyńskiego. Nie mieliśmy nikogo do pomocy w opiece nad H. Muszę przyznać, że zawirowania związane z tymi zmianami były stresujące i zaburzyły nasz tak wysoko ceniony święty spokój. Odrobiliśmy jednak tę lekcję bardzo starannie, zweryfikowaliśmy nasze plany i bardzo sumiennie przyłożyliśmy się do ich realizacji. I powiem wam, że rok wystarczył, by bardzo pewnie stanąć na nogi.

4 lata na emigracji w Szkocji
No i mamy 10 minut spacerem nad morze!

Mamy teraz oszczędności, dzięki którym nie boimy się zawirowań w pracy i odważnie wyrażamy swoje zdanie. Mamy plan na przyszłość, który daje nam motywację do działania i szerszą perspektywę. Mamy stabilną sytuację rodzinną, rozwijamy się zawodowo, M. ma swoje dbanie o ciało (czysta micha, domowy gym i te sprawy), ja mam was :* czyli bloga i działalność copywriterską.

Mogę z całą mocą powiedzieć, że jesteśmy obrzydliwie  i bezczelnie szczęśliwi.

I odczuwam wdzięczność za to każdego dnia.

A tak na marginesie: jak jest z tobą? Czy doceniasz to, co masz?

Ale do konkretów! Żebyście mieli ogląd, jak wyglądają różne obszary naszego życia, oto listy plusów i minusów. Zważcie, że nie dzielę się z wami wszystkim, bo to nie jest reality show, ale to, co zdecydowałam się wam pokazać, daje obraz naszej sytuacji.

Na plus:

+  nasza sytuacja materialna nigdy nie była tak dobra. Kupiliśmy dom i w miarę porządny samochód w dobrym roczniku. Mamy oszczędności, prawie nie mamy długów, przybliżamy się do osiągnięcia naszych długoterminowych celów finansowych i życiowych

+ wiedziemy bardzo spokojne, praktycznie bezstresowe życie i bardzo to sobie cenimy. Przeczytaj też o tym, jak dbam, o mój life-work balance  i jakość życia.

+ jestem psychicznie mocniejsza niż kiedykolwiek. Nigdy też nie byłam spokojniejsza. Wiem, że mam backup i że cokolwiek się nie stanie – poradzę sobie.  To daje ogromny komfort

+ czujemy się docenieni w pracy.  Nie musimy się zaharowywać, żeby zapracować na godziwe życie. Początki nie były takie różowe,  ale obecnie nasza sytuacja zawodowa jest stabilna i rozwojowa.

 + ja wreszcie wiem, co chcę robić w życiu, w czym jestem dobra i na których obszarach rozwoju osobistego się skupić, by za parę lat to procentowało

+ mamy H., i to jest absolutnie najważniejsze  i najlepsze, co nas w życiu spotkało

+ nauczyliśmy się metodą prób i wielu błędów, co nam daje radość i co z rzeczy materialnych jest (książki!) a co nie jest (milion gadżetów i innych „wyznaczników” statusu) potrzebne, by wieść szczęśliwe życie.  Zdaliśmy sobie sprawę, że posiadamy już wszystko, czego potrzeba nam do życia: własne lokum, ogródek do zabawy dla H. i relaksu dla nas, mini siłownię w domu dla M., moje domowe biuro. Jest nam w tym naszym  małym świecie bezstresowo i wygodnie.

+ mamy kilkoro sprawdzonych przyjaciół i kilkoro znajomych, z którymi warto od czasu do czasu wybrać się na imprezę (i niespodziewanie wylądować na przykład na weselu ;p). Lubimy i cenimy ich i te relacje. Nie ubolewamy, że nie ma ich wiele, na więcej i tak nie mamy czasu.

+ czas i odległość zweryfikowały nasze znajomości w Polsce. Ostali się nam się sami prawdziwi przyjaciele, z którymi utrzymujemy kontakt. Resztą „byłych koleżanek i kolegów” nie zawracamy sobie głowy.

+ mieszkamy w przepięknym, klimatycznym i przyjaznym mieście, którego moim zdaniem nie sposób nie lubić! Ja od pierwszych tygodni czuje się tu, jak w domu

Po więcej pięknych szkockich widoczków koniecznie zajrzyjcie na mojego Instagrama:

Na minus:

  • tęsknimy do Rodziny i Przyjaciół. Nie mamy opcji, żeby napić się wina z ukochanymi przyjaciółkami, gdy tylko zajdzie taka potrzeba (ochota ;p) i nie mamy możliwości spędzać z nimi tyle czasu, ile byśmy chcieli. To mi uwiera dość mocno.
  • teraz jest wiosna i aż tak się tego nie odczuwa, ale pogoda daje się nam we znaki. Długa i smutna zima jest przytłaczająca i nawet takiej optymistce jak mi koło końca stycznia odechciewa się wszystkiego. Trochę pomaga hyggowanie, ale nie za bardzo. Poza tym okropnie tęsknie do polskich czterech pór roku. W Szkocji mamy tylko krótką i dość zimną wiosnę i dłuuugaśną, wietrzną i deszczową jesień. Nie ma lata. Nie ma zimy…
  • nie do końca wiadomo, jak potoczą się nasze losy w związku z Brexitem, ale jakoś mocno nas to nie martwi.  Cokolwiek się nie stanie, wiemy, że  poradzimy sobie. Ja jestem raczej podekscytowana, że historia się dzieje na naszych oczach, choć oczywiście pewna doza niepewności pozostaje.
  • przez nasze doświadczenia na początku na emigracji, straciliśmy totalnie kontakt z częścią rodziny M. Nie mówię, że jakoś bardzo mnie to boli, bo w sumie odbyło się to w ramach usuwania z naszego życia toksycznych relacji. Ale niesmak pozostaje. Trudno, trzeba żyć dalej i zaakceptować, że nie ze wszystkimi można się w życiu dogadać.
Bilans 4 lat na emigracji w Szkocji
Idzie człowiek idzie, a tu taki widok!

Jak widzicie bilans jest zdecydowanie pozytywny. W Szkocji spotkało nas naprawdę wiele dobrego i udało się zbudować spokojne, wygodne życie, na którym nam zależało. Cieszę się, że mimo odległości wciąż mamy dobry kontakt z Rodziną i moimi Ukochanymi Przyjaciółkami (jeśli to czytacie – całuję Was Dziewczyny!), którzy zresztą dość chętnie nas odwiedzają. Jasne – tęsknimy. Ale też rozwijamy się, realizujemy cele i marzenia  i tak na co dzień jesteśmy szczęśliwi. To wielki kapitał, dużo większy niż zarobione tu pieniądze.

Jak wam się podoba mój bilans? Robicie sobie takie podsumowania? A może też żyjecie na emigracji i macie podobne odczucia? Albo zupełnie ine? Tak czy siak – dajcie znać. Uwielbiam czytać wasze komentarze 🙂 Do następnego, Robaczki!

 

Zapewne zainteresuje Cię również

5 komentarzy

  1. Odległość niestety zawsze będzie się zwiększać, jeśli będziemy chcieli zrobić i mieć coś własnego.
    Piękny widok strumyczka. ;]

  2. Mario, wróciłam z najdłuższego urlopu w moim życiu 😉
    Przeczytałam Twoje wszystkie zaległe notki i muszę powiedzieć, że brakowało mi Twoich wpisów. Najbardziej chyba skorzystam z wpisu o oszczędnościach – jako młoda mężatka mam na głowie zagwozdkę jak zacząć dzielić się pieniędzmi z mężem, czeka nas naprawdę dużo nauki, zanim opracujemy swój idealny system 😉
    A co do bilansu życia na emigracji, cieszę się, że wychodzi na to, że jednak to nie był błąd i jesteś tam szczęśliwa – osiągnęłaś swoje cele i jesteś tu, gdzie chciałaś 🙂
    Dla siebie pragnęłabym tego samego – już za pół roku zacznę realizować swój plan emigracyjny. Tymczasem, mam sporo czasu na doszkolenie się, dopracowanie swojego portfolio i cieszenie się polskim latem 🙂 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *