Dlaczego Bullet Journal jest odpowiedzią na problemy z organizacją?

Bullet Journal

Jak każda konwertytka jestem zachwycona moją nową „religią” i postanowiłam nawracać kolejnych jeszcze nie objawionych 🙂 Moja przygoda z  Bullet Journalem zaczęłą się miesiąc temu, a już nie umie bez niego żyć i nie wiem, jak funkcjonowałam wcześniej. BuJo jest niesamowicie praktyczny i po kilku poprawkach będzie stanowił idealny system organizacji. Już jest bardzo bliski sprawdzeniu się w 100%. A więc dziś o tym, jak Bullet Journal wpływa na moje życie i jak może wpłynąć na wasze, a także jak zacząć. Zapraszam wszystkich: tych niezorganizowanych, trochę ogarniętych i mistrzów planowania. 

Rozmawiałam ostatnio z koleżanką z pracy, która zainteresowała się, co ja tam tak dłubię w zeszycie w czasie przerwy. Ja z dumą i wypiekami na twarzy opowiadam jej, jaki to Bullet Journal jest niesamowicie praktyczny i jak jestem w stanie wszystko dzięki niemu ogarnąć, a ona coraz szerzej otwierając oczy ze zdumienia mówi:

– Hmm, każdy robi w życiu coś dziwnego… 😀

Rozbawiła mnie tym do łez. Wiedziałam już wcześniej, że prowadzenie tak bardzo spersonalizowanego kalendarza/dziennika/notatnika może budzić politowanie czy narażać nas na śmieszność. Zawsze jest tak, gdy robi się coś innego albo dodatkowego. Coś, o czym inny by nie pomyśleli. Jeśli mnie czytacie regularnie, to wiecie zapewne, że najzwyczajniej mam gdzieś takie opinie i skupiam się na swoich celach i odczuciach. Bo to one zaprowadzą mnie tam, gdzie chcę dojść. Nie ludzka krytyka. (Btw, tekst o tym jak sobie radzić z krytyką już w przygotowaniu 😉

Koniecznie przeczytajcie o tym, jak zaczynałam przygodę z Bullet Journalem. Znajdziecie tam sporo refleksji dotyczących jego zastosowania i przyjemności z tego płynących.

Zebrałam w punktach, co dał mi pierwszy miesiąc z Bullet Journalem. Bo choć czułam to podskórnie, ta lista unaoczniła mi, ile udało mi się osiągnąć w kwietniu. Stało się to dzięki kilku sprawom: poczuciu celu, wytrwałości i właściwej organizacji. I za ten trzeci aspekt odpowiedzialny jest właśnie mój Bullet Journal.

Co mi dał miesiąc z Bullet Journal

  • zrealizowałam 95% celów, które postawiłam sobie na kwiecień. Zdarzyła się nam tylko mała wpadka finansowa, która spowodowała, że plan nie został zrealizowany w dumnych i okrągłych 100%, ale wygląda na to, że raczej źle rozpisałam budżet, niż zawaliłam z wykonaniem. Powoduje to, że…
  • realnie przybliżam się do swoich długoterminowych celów i dzieje się to niemalże bezboleśnie, bez wysiłku. Już się nie zastanawiam, co mam zrobić danego dnia i czy mi się chce. Po prostu zerkam na listę do zrobienia i działam. Oszczędza mi to masę czasu i energii

Przeczytaj też,  o 15 rzeczach, które zabierają Twój czas i energię. Wystrzeganie się ich bardzo pomaga w organizacji i skutecznym działaniu!

  • widzę, jak mi idzie z nawykami, mam ogląd sytuacji, ale też konkretną podpowiedź, kiedy mam np. podlać kwiaty. Nie muszę zupełnie zaprzątać sobie głowy takimi małymi sprawami. Wiem, że wciąż muszę się podciągnąć z piciem wody, bo był to najsłabyszy punkt ubiegłego miesiąca.
  • dzięki BuJo czuję, że mam kontrolę i nic mi nie umyka, a jednocześnie…
  • …mam spokój w głowie, bo nie muszę się zajmować pamiętaniem jakichś szczegółów.

Bullet Journal

 

  • I poza tymi wszystkim aspektami: mam większy porządek! Karteluszki, które mnie mega wkurzały poprzyklejane wszędzie, zawierające wszystko od pomysłów na posty, po moją wagę i wymiary, poszły precz. Większość „wiedzy” na nich zawartych została systematycznie wprowadzona do kalendarza i teraz mam porządek i w nim i na biurku. Życie stało się prostsze!

Habit tracker

To moja ulubiona i bardzo użyteczna część mojego Bullet Journala. Zapisuję sobie w nim obszary, nad którymi chcę codziennie pracować i odznaczam, jeśli udało mi się to zrealizować. To są zwykłe sprawy jak podłączanie na noc telefonu do ładowania, z którym zawsze miałam kłopot ( nie wiem dlaczego ale nienawidzę tego robić, podobnie jak układać czystych naczyń do szafek, bleee), a teraz pilnuję się i mam rano naładowaną baterię. Niby mała, trywialna sprawa, ale poprawia komfort życia. Świadomość, że wieczorem będę mogła odznaczyć daną czynność powoduje, że chętniej się do niej zabieram. Dzięki wykorzystaniu tego prostego mechanizmu, jestem skuteczniejsza w budowaniu dobrych nawyków. Oczywiście wciąż się zmagam z wieloma obszarami, co możecie zobaczyć na zdjęciu, ale idzie mi i tak znacznie lepiej.

Bullet Journal

Praktykowanie wdzięczności

Zawsze byłam w tym dobra i dziwiło mnie, że ludzie wokół nie okazują wdzięczności, choć mają w życiu tak wiele. Pisałam o tym, pytając was, czy doceniacie to, co macie?. Miałam więc swój niepisany gratitude log, zanim stało się to modne. Ale właśnie – nie zapisywałam tego. Wraz z przestawieniem się na Bullet Journal postanowiłam zacząć codziennie zapisywać, za co jestem wdzięczna. Z założenia mają to być 2 czynności, ale rzeczywistość rządzi się swoimi prawami i czasem mam okrągłe zero, albo 1, a są dni, kiedy zapisuję całą listę. To poprawia humor nawet po najgorszym dniu i pokazuje szerszą perspektywę, w której kiepskie sprawy w życiu to tylko drobnostki poza którymi mamy w życiu ogrom szczęścia.

Kalendarz miesięczny, tygodniowy i lista zadań

To praktyczne narzędzia, których używam do organizacji. Rozpisuję sobie miesiąc, z jego najważniejszymi wydarzeniami, urodzinami, spotkaniami itp. Blog i fanpage mają oczywiście swój osobny arkusz, na którym planuję posty, filmy i wydarzenia. Dzięki temu widzę, jak zapowiada się mój miesiąc i ile mam do zrobienia (zawsze za dużo! ;). Konkretne plany rozpisuję w kalendarzu tygodniowym, gdzie kolorami rozrysowuję także poszczególne aktywności, dzięki czemu widzę, ile czasu zostaje mi pomiędzy nimi.

Bullet Journal

Po drugiej stronie zamieszczam listę zadań na wszystkie dni tygodnia. Te, które się powtarzają wpisuję zaraz na początku miesiąca, np. ważenie i mierzenie obwodów w każdy czwartek. Przy każdym zadaniu rysuję kwadracik, w którym odhaczam zadanie po jego wykonaniu. Uwielbiam to robić, dlatego staram się wykonać najpilniejsze zadania, jak najszybciej. Zawsze zaczynam od najważniejszego zadania, dzięki któremu mój rozwój posunie się naprzód, przybliżę się do realizacji moich celów. Podczas planowania zakreślam je na kolorowo. Bullet Journal jest bowiem jedynie narzędziem, dzięki którym mam kontrolę. Planowanie to zupełnie inna bajka. Przygotowuję dla was oddzielny wpis o tym, jak planuję swoje zadania w czasie i jak można ten proces zautomatyzować.

Dlaczego Bullet Journal jest odpowiedzią na problemy z organizacją?

Odpowiedź jest prosta: ponieważ dzięki niemu macie nieskończone możliwości dostosowania go do swoich potrzeb i możliwości: czasowych, finansowych i każdych innych. W wersji podstawowej wystarczy byle jaki zeszyt i długopis. Jasne, że można wydawać na niego fortunę, ale nie to jest celem. Fakt, że wszystko, może być w nim tak jak my chcemy i możecie w nim zapisywać zarówno swoje najważniejsze plany,  jak i największe głupoty. Wszystko, co pomoże oczyścić głowę z redundancji przyswajanych i koniecznych do zapamiętania informacji. To daje wolność myśli, które nie obarczone już tym ciężarem fruną sobie w kreatywną stronę 🙂

Bullet Journal

Podoba wam się ta idea? Macie swoje sposoby na skuteczne planowanie? Podzielcie się koniecznie! Pozdrawiam Was, do następnego!

 

Zapewne zainteresuje Cię również

10 komentarzy

  1. Bullet journal stał się bardzo popualrny. Myślę, że to świetna sprawa. Organizacja i rozwój zdolności manualnych w jednym. Miałam do tego podejścia już kilka razy, ale uświadomiłam sobie, że to chyba nie dla mnie. Znając mnie, chwilę go będę prowadzić, później rzucę w kąt i zostanę przy moich tradycyjnych kalendarzach 😀 Podziwiam osoby prowadzące estetycznie i regularnie swój bullet journal. Pozdrawiam!

  2. Moda Bullet Journal przypomina mi trochę moje zabawy z czasów szkolnych. mam wrażenie, że trochę jest to przerost formy nad treścią, masę czasu tracisz na samo przygotowanie tego co ma potem oszczędzać czas- dla mnie dziwne. Owszem, bardzo lubię planować i dokładnie sobie wyznaczać cele ale wystarczy mi do tego dobrze dobrany kalendarz- w tym roku Simple Calendar.

    1. Jak widać na zdjęciach u mnie nie ma przerostu formy nad treścią, bo prawie nic nie kaligrafuję, koloruję czy rysuję. A jeśli już, to mnie to bardzo odpręża, więc zaliczam do chwil relaksu i przyjemności. A przygotowanie takich prostych kalendarzy, z jakimi ja pracuję zajmuje mi może z pół godziny na cały miesiąc. Dla mnie nie jest to za wysoka cena 🙂

  3. U mnie bardzo podobnie. 🙂 Prowadziłam do tej pory mnóstwo zeszytów z różnymi inspirującymi i rozwojowymi zapiskami i narzędziami, ale BuJo w formie kalendarza zaczęłam teraz (do tej pory był kalendarz + kartki A4 z rozpiskami tygodnia). I na pewno pomogło mi to ogarniać miesiące jako całości – planować (także przyjemności) i realizować więcej stawianych sobie celów.

  4. Rzeczywiście BuJo brzmi fajnie ale raz spróbowałam i trafił mnie szlag 😀 robienie tego BuJo zajęło mi tyle czasu ze myślałam że zejdę i nigdy nie zacznę go uzupełniać 😀 jestem mamą więc u mnie na razie sprawdzają sie listy zakupowe oraz drukowany kalendarz który przyczepiam na lodówkę. W okienka wpisujemy szczepienia dziecka, moje próby z zespołem czy wyjazdy męża. I chyba do póki nie pójdę do pracy będzie wystarczające dla nas. Pozdrawiam!

    1. Mimi, dlatego ja stosuję podejście minimalistyczne do BuJo, bez kolorowanek, szlaczków i pięknej kaligrafii. Inaczej nie miałabym czasu na nic poza tym. Zgadzam się z Tobą: każdy powinien znaleźć kalendarz i system organizacji pasujący do jego sytuacji i stylu życia . A co to za zespół, bo mnie zaintrygowałaś 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *