O pokorze i pasji, czyli czego mnie nauczył 2017 rok

czego mnie nauczył 2017

Kto mnie zna, ten wiem, że kocham planowanie i podsumowania. Uważam, że porządkują i upraszczają mój świat. Od kilku dni, mimo, że mam skrajnie mało czasu i wciąż baaaardzo dużo do zrobienia przed Świętami Bożego Narodzenia, moją uwagę zajmuje refleksja nad minionym rokiem. Zastanawiałam się, jaki był i doszłam do wniosku, że to był rok, w którym dużo zrozumiałam i dowiedziałam się o sobie. Dziś chwila na refleksję nad tym, czego mnie nauczył 2017 rok. 

Że uczymy się całe życie, najważniejsze, żeby z każdego doświadczenia wyciagać naukę i inny bla bla mądrości wam zaoszczędzę i przejdę od razu do rzeczy 🙂 Rok 2017 nauczył mnie, że

jedyną stałą rzeczą we wszechświecie jest zmiana

Niby to wiedziałam, ale nigdy tak naocznie się o tym nie przekonałam, jak w tym roku. Mam na myśli zarówno sytuację międzynarodową – na przykład Brexit, jak i moją prywatną. Zmiany były nieodłączną częścią tego roku. Muszę przyznać, że wciąż trudno mi to zaakceptować, gdyż w nic tak nie wierzę, jak w planowanie i właściwe przygotowanie. Następujące w szalonym tępie zmiany okoliczności pokazały mi, jak mało jestem elastyczna. Pracuję nad tym, wierzcie mi, i wiem, że nawet w trudnej, zaskakującej sytuacji umiem znaleźć rozwiązanie.  Jednak zmiany, które nie mieszczą się w moim planie, budzą mój wewnętrzny opór i niechęć. Kolega śmiał się ze mnie ostatnio, że czasem jestem tak szalenie spontaniczna, że robię coś nawet bez listy. Cóż, w przyszłym, roku wychodzenie ze strefy komfortu będzie ćwiczone ze zdwojoną siłą.

moi bliscy są dla mnie najważniejsi

Frazs? Może, choć dla mnie nie. Ludzie i tylko ludzie mają magię uszczęśliwiania mnie. I nie mówię tu tylko o M. i naszej córeczce. Mam na myśli, zakupy z przyjaciółką i obiad w pierogarni. Rozmowy o najważniejszych na świecie (i czasem najboleśniejszych) sprawach, gdy pije się razem wódkę w basenie 🙂 Leniwą, poranną kawę z Mamusią pitą na słonecznym tarasie. Tańce na weselach i wzruszenia podczas ślubów. Wspomnienia, które mamy sprzed 15 lat i te, które tworzymy teraz. Kocham moją Mamę, ciocię, kuzynki, Chrześniaczkę i Przyjaciółki. 2017 rok był pełen wartościowych z nimi interacji i dlatego był takie super!

Przeczytajcie też:

Kocham Cię, Mamo!

Życie zaczyna się po 30-stce czyli o niezależności i przyjaźni

15 lat z jednym facetem. Jak przetrwać w szczęściu i zdrowiu?

Jesteśmy jeszcze daleko od wymarzonej sytuacji finansowej

Owszem, jesteśmy na dobrej drodze. Pisałam wam nie raz o tym, jak to robimy, między innymi w tym artykule. Ponieważ generalnie panuję nad naszymi finansami od kilku lat i sytuacja – mierzona między innymi wskaźnikiem wartości netto – stale nam się poprawia, myślałam, że jest tak super i prawie nawet czułam się bogata 😉 Ale ciąg nieprzewidzianych zdarzeń i źle zaplanowany budżet na remont, spowodował, że pod koniec tego roku, wcale nie jestem tak usatysfakcjonowana tym, ile mamy pieniędzy. Zwłaszcza oszczędności. Nie przybliżyliśmy się w tym roku do realizacji naszych długofalowych planów finansowych tak bardzo, jak bym tego chciała. To nie miał być wprawdzie rok mega oszczędności, raczej inwestowania w nowe rozwiązania, które – miejmy nadzieję – przyniosą nam pieniądze w przyszłych latach. I zdobywanie nowych doświadczeń, one zawsze procentują w najmniej spodziewanym momencie. Niby to wszystko wiem, ale drobny niesmak pozostaje. Podświadomie wolałabym jednak zobaczyć nowe ciągi zer na kontach 🙂

Wiem jednak, że to tylko chwilowe zawieszenie. Konsekwencja i ciężka praca, przy odrobinie sprytu i odwagi, już nie raz zaowocowały nam naprawdę dobrymi rezultatami. Nie mogę wam zdradzić dziś, w jakie projekty zaangażowaliśmy się na 2018 r. ale – jeśli tylko przyniosą oczekiwane rezulataty – opiszę je na blogu. Trzymajcie kciuki!

czego mnie nauczył 2017

 

warto wykazać się pokorą i przeprosić, by coś naprawić

Mój mąż i szef zgodnie twierdzą, że czasem trudno mnie lubić 😉 Jestem zadziorna, niepokorna i zawsze mam swoje zdanie. Lubię siebie taką i absolutnie nie zamierzam się zmienić, ale… No właśnie: zdarza się, że swoją bezpośredniością i umiłowaniem do walenia prawdy między oczy ranię ludzi. Zdarza się, że jestem niedelikatna i kłótliwa. Zapominam, że każdy ma prawo żyć po swojemu. I to moje cyniczne poczucie humoru…Hm, trudna bywam…

W uwagi na powyższe zdarza mi się mieć wrogów, osoby, które mnie nie lubią i nie chcą mieć ze mną nic wspólnego. I o ile to tylko koleżnaka koleżanki, która mimo moich przeprosin, nadal nie chce ze mną gadać, to jest ok. Ale gdy sprawy przybierają zły obrót w rodzinie, gdy bracia ze sobą przestają rozmawiać nawet o pogodzie i nie wspierają ani w trudnych, ani w dobrych chwilach, ja czuję dyskomfort. I czułam go przez większość tego roku. Konflikt z rodzeństwem M był jak drzazga. Dlatego, pod wpływem impulsu na wieść o kolejnych dobrych zmianach 😉 postanowiłam wyjść z wyciągniętą ręką i namówiłam M. do tego samego. Przyznaję, nie było nam lekko. Duma i poczucie, że to nie była tylko nasza wina, bardzo nas stopowały. Ale  po serii mniej lub bardziej trudnych rozmów, sytuacja się normalizuje, a ja…czuję ulgę. I radość. Dobrze się stało.

wciąż nie umiem odpuścić i biorę sobie za dużo na głowę

Boże, ile ja książek przeczytałam na ten temat. Ile artykułów, TEDTalks, wizyt u psychologa. Nic nie pomaga. Zawsze biorę na siebie za dużo. Zawsze jest coś, z czego absolutnie nie mogę zrezygnować. Zdarza mi się, że daję sobie chwilę na wytchnienie, zawieszam jakiś projekt, ale wtedy niemalże natychmiast, pojawia się w jego miejsce coś innego. I uznałabym nawet, że tak jest ok. Gdyby nie dwa dręczące mnie uczucia. Pierwsze – bardzo trywialne: skrajne zmęczenie. Takie, które czasem odbiera głos, chęć do wstania z łóżka. Takie samo, za które zapłaciłam w przeszłości bezsennością i depresją. Wiem, że muszę uważać, ale wciąż nie umiem sobie odpuścić.

Drugie uczucie towarzyszące natłokowi zajęć, jest gorsze. To dotkliwa świadomość, że nie daję z siebie 100% i że gdybym tylko mogła skupić się na tej jednej rzeczy, poświęcić jej czas, dać energię, zyskałaby całkiem nową jakość. Tak jest z blogiem, z moimi niedkończonymi projektami pisarskimi, z certyfikatem zawodowym. Czasem z biznesem, który zaczęliśmy w tym roku prowadzić równolegle z etatami. Całe szczęście w mojej pracy zawodowej, muszę dać z siebie 100%. Nie ma innej opcji, ponieważ pracuję z osobami niepełnosprawnymi i one nie mogą dostać ode mnie niej.

Moje kalendarze pękają w szwach, a ja biadolę, że nia mam czasu na odpoczynek. No nie mam, bo wymyślam, ciągle coś nowego. Szczerze powiem, że nie wiem, co z tym fantem zrobić. Ustalenie priorytetów nie pomogło, bo jakoś wszystko, co robię się w nich zmieściło. Może macie dla mnie jakieś rady, sprawdzone sposoby?

czego mnie nauczył 2017

nie umiem żyć bez pasji

Last but not least.  W natłoku spraw latem tego roku chciałam sobie bloga odpuścić. Przestałam też na jakiś czas czytać książki, żeby zaoszczędzić trochę czasu i ogarnąć się z innymi sprawami. I co?Okazało się, że nie daję rady bez czytania i pisania. Jestem gruntownie, dogłębnie i skrajnie nieszczęśliwa. Muszę więc coś tam dla was dłubać i chować się z książką w łazience, nieprzesypiać nocy i zaczytywać się w kryminałach. Bo gdybym zrezygonwała, to tak, jakby żyć bez seksu. Albo czekolady. Albo powietrza…Nie umiem żyć bez pasji.

2017 to był dobry rok. A jaki był wasz?

Zapewne zainteresuje Cię również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *