Czy doceniasz to, co masz?

Czy doceniasz to, co masz?

Jest piątek. Dzień Świętego Patryka. Jedyne, o czym myślisz, to jak najszybciej skończyć pracę i udać się do domu na zasłużony odpoczynek. Najlepiej przy zielonym piwie. W ciągu całego tygodnia z 15 razy naszła Cię myśl, że masz już dosyć swojej pracy. Że masz za dużo na głowie. Że coś należałoby zmienić. Don’t get me wrong. To nie są złe myśli. Zmiana jest dobra – wszyscy, o tym trąbią. Ale… zanim wraz z pierwszym powiewem wiosennego wiatru postanowisz zmienić swoje życie, zastanów się czy doceniasz to, co masz?

Dlaczego to jest takie ważne?

Zdecydowana większość z nas chce zdziałać w życiu, jak najwięcej, zwiedzić, jak najwięcej ciekawych miejsc, zarobić, jak najwięcej pieniędzy. I super. Nie ma w tym nic złego. Sama tego chcę dla siebie i moich bliskich.. Ambicja to niesamowita rzecz, popycha nas do przodu i zmusza do realizacji, nawet najbardziej nieprzyjemnych acz koniecznych zadań. Ale czy chcąc coraz więcej, lepiej i mocniej nie zapominamy, o tym co już mamy. Jak wiele już osiągnęliśmy?

Często obserwuję ludzi, którzy kompletnie zatracili zdolność doceniania statusu quo. Chcą zmiany. Bezwzględnie. Dewaluują swoją obecną sytuację. Nawet jeśli ich teraźniejszość jest dobra.

W starciu z zachwycającym wyobrażeniem o przyszłości nie ma ona szans. Jest zerem. Nikt nie poświęci nawet minuty, by kontemplować, jak dobrze dzieje się w jego życiu. To smutne i zatrważające. Wskazuje bowiem na to, że nawet po odhaczeniu całej bucket list, zwiedzeniu wszystkich krajów świata i wspięciu na najwyższy szczebel kariery, nikt nie doceni tego, co ma. I wciąż będzie głodny.

Z czego wynika moja perspektywa?

Bardzo cenię w sobie ten specyficzny mindset, dzięki któremu niemal codziennie doceniam to, co mam. Bardzo często przypominam sobie i M., jak wiele mamy szczęścia, że jesteśmy mniej więcej zdrowi i sprawni, możemy pracować, rozwijać się i decydować o sobie. Żyjemy w świecie, w którym szanuje się prawa człowieka, wolność słowa i własność prywatną.

Mamy realny wpływ na swoją sytuację życiową i choćby było bardzo źle, to my mamy moc, żeby to zmienić. Poczucie sprawczości i kontroli nad moim życiem zapiera mi dech w piersiach. Wiem, że większość moich osiągnięć zawdzięczam sobie.To uczucie jest bardzo powerfull.

Na co dzień pracuję z osobami niepełnosprawnymi zarówno fizycznie, jak i umysłowo. Zawodowo zajmuję się sprawianiem, by ich życie było choć odrobinę przyjemniejsze i bardziej wartościowe. I robię to z pełną parą. Daję 100% mojej energii, kreatywności i poczucia humoru, żeby pod koniec dnia móc powiedzieć, że dla moich podopiecznych to był dobry dzień. Zdaję sobie jednak sprawę, że ich los zależy ode mnie i moich współpracowników i przełożonych. Że nie mogą decydować o sobie w 100%. Że muszą polegać na mojej inwencji i spostrzegawczości. Że ich plan dnia, wakacje i sposoby spędzania wolnego czasu zależą moich decyzji. Że nie zawsze domyślę się, co je boli albo czego pragną.

Jeżeli czytasz ten tekst, to znaczy, że masz w życiu o wiele więcej możliwości niż moje podopieczne. Czy doceniasz to, co masz ?

 

Zapewne zainteresuje Cię również

5 komentarzy

  1. Masz rację, żyć tu i teraz jest bardzo trudno, ale trzeba doceniać to, co się ma. (btw. idiom, którego użyłaś to poprawnie don’t get me wrong 😀 )
    Ważny jest tak zwany mindfullness, czyli życie tu i teraz. Uczą tego na jodze, polecam serdecznie taką praktykę. Ślicznie zielono u Ciebie! <3 Pozdrawiam, wierna czytelniczka 😉

  2. Przepraszam za błąd, zaraz poprawię. I dzięki za uważną lekturę. Doceniam, że mam taką fajną czytelniczkę <3

  3. „W starciu z zachwycającym wyobrażeniem o przyszłości nie ma ona szans. Jest zerem. Nikt nie poświęci nawet minuty, by kontemplować, jak dobrze dzieje się w jego życiu.” – dokładnie tak. Zdarzyło mi się nawet usłyszeć zarzut, że skoro uważam się za osobę szczęśliwą, to znaczy, że brak mi ambicji. I jest mi przykro z powodu sposobu patrzenia na świat kierującego do mnie te słowa – to musi być życie wybitnie smutne, nie dawać sobie prawa do szczęścia w obawie, że ktoś lub sami, dostrzeżemy w tym stagnację i brak podejmowania celów. W którymś artykule pisałaś o tym, że życie przeszłością nie jest dobre. Trochę mniej zauważalnym, ale jednak moim zdaniem błędem, jest życie przyszłością i ciągłe czekanie: „jak [stanie się upragnione], wtedy będę MÓGŁ być szczęśliwy”. Przeczuwam, że spojrzenie wstecz na życie przeżyte w taki sposób musi być bardziej rozczarowujące niż życie swoim „niedoskonałym” jeszcze szczęściem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *