Jak zacząć mówić po angielsku? 7 kroków do sukcesu

„Ja wszystko rozumiem, tylko jakoś nie mogę się przełamać, żeby zacząć mówić” – słyszałam to zdanie z milion razy. Albo: ” nie mam pieniędzy i/lub czasu na kursy językowe”. Strasznie irytuje mnie takie podejście, bo brak środków finansowych i organizacji czasu to naprawdę w 99,9% przypadków są tylko głupie wymówki. Nie chcesz mówić po angielsku – ni  ucz się. Nie poświęcaj na to czasu i energii, nie rób sobie żadnych wyrzeczeń, ale nie miej potem pretensji, że zostałeś w ogonie. Za wszystkimi i czujesz się jak idiota, bo nie wiesz, o co kaman w najświeższym memie czy najmodniejszym przeboju. Umówmy się –  życie bez znajomości języka angielskiego, to jak życie bez używania komputera i internetu. Można, tylko czy warto?

Wszyscy mamy jakieś pojęcie o angielskim. Zauważyłam jednak, że ludzie dość często błędnie oceniają swój poziom znajomości tego języka. Często zdarza się, że deklarujący komunikatywność w tym języku, dysponują jedynie słabymi podstawami, a Ci którzy asekuracyjnie twierdzą, ze nie potrafią – komunikują się całkiem przyzwoicie.

Mieszkam w kraju angielskojęzycznym (przynajmniej w teorii, ale o tym innym razem,) mówienie w tym języku nie sprawia mi więc żadnych problemów. Nie zawsze tak było, bo przez lata pilnie uczyłam się niemieckiego, co spowodowało, że angielski traktowałam po macoszemu i wstyd się przyznać, ale należałam do pierwszej grup: tych, co to im się wydaje, że potrafią, albo takich grają, a wypadają blado.

Już po podjęciu życiowej decyzji o przeprowadzce, ale jeszcze przed przyjazdem, postanowiłam ten stan rzeczy zmienić i rozwinąć swoje umiejętności językowe, aby bez stresu poruszać się w nowym świecie. Co ciekawe nie wszyscy Polacy mieszkający za granicą odczuwają potrzebę, by komunikować się w tym języku i znam niestety naprawdę wielu imigrantów, którzy nie mówią po angielsku prawie nic. Żaden to powód do chluby.

Co więc zrobić, żeby zacząć mówić? Odpowiedź jest prosta: uczyć się! Zawiedzeni? Myśleliście, że błysnę tu złota radą w stylu: „nie musisz robić nic, angielski spłynie na ciebie sam, gdy tylko…” Sorry, ale to gówno prawda. Tylko Ci, którzy naprawdę tego chcą, osiągają satysfakcjonujący poziom językowy. Powiedziałam, że wymaga to wysiłku, ale z żadnym wypadku nie musi być nieprzyjemne. Wręcz przeciwnie – ja uwielbiam uczyć się języków! Zapytacie, czy wciąż musze to robić, przecież przed chwilą chwaliłam się, że tyle potrafię? Oczywiście bo o ile nie urodziłeś się w anglojęzycznym kraju lub innym podobnym miejscu i nie jesteś dwujęzyczny, proces nauki będzie u ciebie trwał przez całe życie. Zaakceptuj to, inaczej nie pójdziesz dalej.

Według mnie są tylko kilka zasad, stosując się do których osiągniesz naprawdę wielkie wyniki. Kiedy? Jak tylko zaczniesz. Znajoma, która – mimo mieszkania za granicą – nigdy nie mówiła i rozumiała po angielsku, przyznała mi się ostatnio, że  po zaledwie tygodniu systematycznej nauki zauważyła rezultaty!

Pierwsza i naczelna zasada jest taka, że musisz mieć kontakt z żywym językiem. Z takim, jakim mówią Anglicy, Australijczycy czy Amerykanie. Jest na to mnóstwo zupełnie darmowych sposobów, nie musisz jechać na drogi kurs językowy do Londynu. Oto moje propozycje, ale nie zatrzymuj się na nich. Bądź kreatywny w znajdowaniu swoich własnych – angielski jest naprawdę wszędzie.

Gdzie znaleźć darmowy, „żywy”, używany i użyteczny angielski? Najprostsza odpowiedź: w internecie. Oglądaj anglojęzyczne kanały na youtube, najlepiej  takie, których tematyka cię interesuje. Czytaj książki i oglądaj ulubione seriale w oryginale. Ja ustanowiłam sobie zasadę: jedna książka po polski, jedna po angielsku i staram się jej trzymać, a jeśli nawet zaburza mi się równowaga to staram się nadrobić lektury po angielsku i osiągnąć balans 1:1.

Zasada druga: ucz się przy okazji. Przy okazji czego? Wszystkiego. Czytaj metki na ciuchach i składy produktów po angielsku. Korzystaj z telefonu, programów i aplikacji po angielsku, a przeglądając Pintresta zahacz o tablice, które zawierają, jakiś mały wycinek gramatyki czy słownictwa i poświęć mu 5 minut.  Tłumacz (samodzielnie) teksty ulubionych piosenek. Swoją drogą uczenie się całych fraz pochodzących z piosenek i filmów, to według mnie genialny pomysł! Dostajesz na tacy poprawnie (a w najgorszym wypadku użytecznie) skonstruowane zdanie, które ma sens i na dodatek łatwo Ci je zapamiętać, bo w głowie słyszysz jego melodię, albo widzisz bohatera, który je wypowiada. Budujesz w ten sposób skojarzenia, a to jak powszechnie wiadomo – najprostsza droga do skutecznej nauki.

Po trzecie: ucz się codziennie. Zamień polskie gazety, newsy, TV i radio na angielskie. W moim odczuciu wiele nie stracisz, a przy okazji dowiesz sie, dzieje się co na świecie. Koniecznie zmień język w telefonie, programach, których używasz, wyszukiwarce i w grach, w które grasz. Nawet nie zauważysz, kiedy zyskasz nowe – osadzone w kontekście – słownictwo.

Polecam także moją osobistą metodę ustanowienia instytucje słówka dnia, czyli nowości w twoim słowniku, którą przyswoisz i będziesz starał się używać danego dnia. To może być pojęcie, które wydaje ci się, że rozumiesz, ale nie jesteś pewien, albo nazwa czegoś specyficznego – np. Velcro, czyli rzep. Cokolwiek przyjdzie Ci do głowy, będzie ok.

Jeśli uważasz ze potrzebujesz systematyzacji, jakiegoś kursu by sie zmotywować, polecam Memrise – genialną platformę learningową, o której szerzej pisałam tutaj.

Po czwarte: olej gramatykę! Moja rada jest taka: zgłębiaj ją, gdy Cię zainteresuje, „po co oni używają takich dziwnych konstrukcji”. Wtedy najefektywniej wykorzystasz zdobytą wiedzę, bo – powtórzmy – będzie to poruszanie się w pewnym kontekście, który wnosi skojarzenia. Jeśli chcesz czuć się pewniej i szybciej łapać całe zwroty, traktuj gramatykę jako dodatek. Dlaczego zapytasz? Poznałam w życiu zbyt wielu ludzi, którzy znają zasady gramatyczne i za nic nie potrafią ich stosować. Smutne i bez sensu

Po piąte: przejmuj się błędami, które robisz.  Tak nie pomyliłam się! Nie powiem Ci, żebyś mówił byle jak i nie przejmował się błędami. Nie wierzę w taki system: gdy pozwolisz sobie na ciągłe powielanie błędów, nigdy nie wyjdziesz z kategorii „Kali jeść, Kali pić, Kali kupa”. To, że nie potrafisz czegoś powiedzieć poprawnie, nie powinno Cię stopować przed wypowiadaniem się, ale świadomość popełnianych lapsusów to jeden z najważniejszych motorów rozwoju. Niech Ci się nie wydaje, że mówisz idealnie, tylko dlatego, że się dogadujesz!

Po szóste: wyjdź ze swojej strefy komfortu czyli wyjdź do ludzi. Gadaj po angielsku tyle ile się tylko da i wykorzystuj każdą nadarzającą się sytuację. Uwierz mi – tylko kilka pierwszych razy jest naprawdę stresujących. Potem – wraz z nabieraniem wprawy w formułowaniu myśli po angielsku, nabierzesz też pewności. Poza tym staraj się myśleć po angielsku i wyrób w sobie nawyk zastanawiania się, jak byś w danej sytuacji powiedział to po angielsku. I co najfajniejsze, co możesz zrobić: znajdź sobie anglojęzycznego przyjaciela (który nie mówi po polsku), internet jest ich pełen. Najlepie,j jeśli będziesz zainteresowany nie tylko nim, ale również połączy was wspólna pasja, zyskasz wtedy wartościową znajomość i przewodnika po specjalistycznym słownictwie związanym z twoją niszą. Same plusy

I wreszcie po siódme, ostatnie: nigdy nie przestawaj. Sorry, taki mamy klimat. Z nauką języka, jest jak ze wszystkim innym – żeby osiągnąć satysfakcjonujący poziom i cieszyć się nim, nie możesz przestać się rozwijać. Nigdy.

I tyle. Koniec teorii, pora zacząć działać. Na zakończenie kilka złotych rad ciotki Marysi, które mogą tylko usprawnić proces nauki języka:

  • poproś o pomoc osobę, która mówi świetnie, najlepiej jeśli byłby to native speaker, ale niekoniecznie. Opowiedz o swoim dążeniu i zapytaj, czy mógłby ci pomoc – np. poprawiając rażące bledy czy podrzucając słówko dnia. Z moich doświadczeń wynika, ze ludzie uwielbiają wprost być mentorami i bardzo sie zgazują, jeśli mogą komuś pomoc  (oczywiście tylko wtedy, gdy widza, twoje autentycznie sie zaangażowanie)
  •  zaufaj intuicji – jeżeli jakaś fraza brzmi dobrze, to prawdopodobnie jest poprawna lub co najmniej używana. Przypuszczalnie gdzieś ją usłyszałeś i zakodowałeś w tej formie i możesz jej użyć bez stresu.
  • nie musisz mieć systemu, uczyć się w ramach konkretnego kursu. Według mnie to raczej nie działa i tylko zniechęca do nauki, gdy musisz wprowadzać się w sztucznie w stan zainteresowania nudnymi rozmówkami z ksiażki. Daj szanse swojemu umyslowi uczyc sie w sposob naturalny, niech chlonie to, co go interesuje, a nie zmusza sie do przyswojenia niepotrzebnych slowek. Unikanie nudy jest twoim największym sprzymierzeńcem

Powodzenia i dajcie znać, jak Wam idzie. I podzielcie sie swoimi sprawdzonymi radami na naukę języka.

Zapewne zainteresuje Cię również

4 komentarze

  1. CzyLi organizacja czasu pracy I systematyka. Bardzo rzeczowy I konkretmy tekst Pani Mario. Give me more! Cheers☺ tak na marginesie dodam tylko ze fajna metoda na zapamietywanie slowek jest pisanie sms
    Tel. Podpowiada poprawna literowke I nowe wyrazy ktore moga pasowac w kontekscie zinnia.

  2. M, fajny pomysł z tym pisaniem sms-ów. I taki praktyczny! Generalnie każdy sposób na naukę jest dobry, jeśli tylko pasuje uczącemu się. Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *