Jak zrobić to, co trzeba? Wykonywanie nieprzyjemnych lecz koniecznych zadań

Jak zrobić to, co trzeba

Zastanawiasz się zapewne, dlaczego wyrywam Cię dziś z tego lekkiego letargu umysłowego, w którym się znalazłaś. Z Twojej strefy komfortu.”Po co ona znów wyskakuje z tym osiąganiem celów?”- zastanawiasz się. Być może nawet czujesz lekką irytację, bo każe Ci zrobić to, czego Ci się nie chce. Choć wiesz, że musisz. Dziś o tym, jak zrobić to, co trzeba, nawet jeśli jest to bardzo nieprzyjemne zadanie.

Dlaczego daję sobie prawo mówienia Ci, co masz robić?

Jak mawiają Brytyjczycy, I’ve been there, I’ve done that. Tysiące razy w życiu mierzyłam się z sytuacją, w której dana czynność wymagała wykonania, najlepiej natychmiast, ale leżała odłogiem, czekając na mój lepszy dzień. Ten dzień rzecz jasna nigdy nie nadchodził, a problemy związane z niewykonaniem tej rzeczy na czas nawarstwiały się. Powodowały stres, niepokój i nieprzyjemne uczucie, że jestem nieogranięta.

Dlaczego daję sobie prawo, by radzić Ci co zrobić? Właśnie dlatego, że wielokrotnie sama znalazłam się w takich sytuacjach: przeprowadziłam się za granicę,  zwalczyłam dentofobię i depresję, znalazłam pracę wchodząc z ulicy do sklepu i prosząc menadżera o krótką rozmowę, wyznałam mężowi, że bez jego wiedzy wzięłam pożyczkę i nie mam jej za co spłacić, a później uporałam się z trudną sytuacją finansową, a ostatnio schudłam 5 kg w 4 tygodnie, wymieniając tylko niektóre z sytuacji, które wymagały wyjścia ze strefy komfortu i uporządkowania swojego świata. Żadna z nich nie była zadaniem ponad miarę. Dałam sobie z nimi radę, choć wydawały się prawie neiwykonalne.

Wiem, że nie jestem doskonała, zrobiłam w życiu sporo głupot, ale  z drugiej strony jestem dobra w wychodzeniu ze strefy komfortu i w rozwiązywaniu problemów. To bardzo ważne, gdy chce się wieść szczęśliwe, spełnione życie.

Każdy ma gdzieś taką sprawę, albo raczej takie sprawy. Czasem to my zawiniliśmy swoim zaniedbaniem czy brawurą, czasem życie napisało dla nas taki scenariusz. Cóż, trudno. Życie składa się z tych irytujących koniecznych czynności i uwierz mi – nawet, gdy będziesz sławna i bogata (czego Ci życzę, jeśli sama sobie tego życzysz), one w magiczny sposób nie znikną. Każdy musi się z nimi mierzyć. I to zaskakująco często.

Już wiesz, o czym mówię?

Tak, chodziło mi właśnie o …

…odwlekaną wizytę u dentysty

…rozmowę z szefem o nierównym traktowaniu w miejscu pracy

…posprzątanie łazienki,

…telefon do gazowni, dostawcy internetu, windykacji, komornika…

…napisanie referatu na zaliczenie przedmiotu czy pracy magisterskiej

…przejście na dietę

Jak zrobić to, co trzeba

Jak to działa?

Na samą myśl o tego typu aktywnościach mam gęsią skórkę. Serio. Nie czuję się w tej chwili komfortowo. Chciałabym móc wstać od komputera i przestać pisać ten post. Tak podpowiada mi mój mózg, któremu wydaje się, że mnie chroni przed niebezpieczeństwem. To on stoi za uczuciem oporu i niechęci do wykonywania zadań, które są nieprzyjemne. Podobnie podstępnie zachowuje się wywołując u nas opór przed zmianą. Dlatego tak bardzo nie lubimy wychodzić ze strefy komfortu. Świadomość, że tak to działa, to pierwszy krok do sukcesu. Przynajmniej wiesz już, dlaczego tak fatalnie się z tym czujesz.

Co zrobić?

Gdy zadanie wydaje mi się trudne, prawie niemożliwe, a jego wykonanie jawi się jako żmudne i/lub stresujące, wiem, że jest tylko jedno rozwiązanie: muszę działać. Jak najszybciej.

Inaczej nie pozbędę się tych wszystkich paskudnych uczuć skumulowanych wokół niego, nie oczyszczę swojego świata, a ta paskudna sprawa nie da mi spać i popsuje humor.

Na potrzeby tego postu przywołałam z pamięci wiele takich sytuacji i uwierzcie mi: NIGDY działanie nie było tak straszne, jak mi się  wcześniej wydawało, a satysfakcja i ulga „po” były  tego warte.

Zrób więc to dla mnie i dla siebie: nie zastanawiaj się, nie analizuj, nie rozliczaj, po prostu DZIAŁAJ.

Na pewno sama dokładnie wiesz, co musisz zrobić, zazwyczaj jest bowiem tak, że plan mamy opracowany gdzieś z tyłu głowy, tylko boimy się ruszyć.

A więc: cokolwiek to jest ZRÓB TO TERAZ, nie jutro, nie w najbliższy poniedziałek i nie przy najbliższej okazji. Dziś! Teraz! Zobaczysz, jak Ci ulży. I proszę zostaw mi wiadomość w komentarzu, jak było! Bardzo na to czekam.

 

 

 

 

Zapewne zainteresuje Cię również

4 komentarze

  1. Niestety nie ma innej opcji. To co jest opisywane w wielu poradnikach, podręcznikach o zarządzaniu czasem, skuteczny działaniu itp. można zmieścić w kilku zdaniach, jak to zrobiłaś w swoim blogu. Bardzo lubię czytać twoje artykuły. Szukam odpowiedzi na pytanie co jest nie tak w Polsce. Dla mnie na emigrację jest trochę za późno. Myślałem o niej ale raczej z ciekawości poznania świata niż ze względów materialnych. Nie przelewa mi się ale głodny nie chodzę, pracę mam i nigdy się nie nudzę. Dużo problemów, kłopotów jakie spotkały mnie w życiu są następstwem moich skłonności do odkładania na później rzeczy ważnych (zwłaszcza tego co nie lubię robić). Pozdrawiam

    1. Dziękuję Ci za szczery komentarz Wolfram. Dla mnie emigracja była ratunkiem z opresji, depresji i ogólnego marazmu. Lekarstwo zadziałało świetnie 🙂 I masz rację mówiąc, że problemy mogą być wynikiem naszej skłonności do odkładania wszystkiego na później. Niestety, to CZEGO NIE ROBIMY też wpływa na nasze życie… Pozdrawiam Cię serdecznie i zapraszam do regularnych odwiedzin.

  2. Cóż za zawód przeżyłam gdy artykuł który mnie wciągnął skończył się, kiedy myślałam że właśnie zaraz poznam tajemnice robienia, nieodkładania. Ale to na prawdę jest takie proste, nie trzeba robić szkoleń na ten temat 🙂 Uśmiechnęłam się do siebie – czego ja się spodziewałam? Wyrwałaś mnie z letargu z nad ciepłej kawy sobotniego poranka i wylałaś wiadro zimnej wody 🙂 Tak na prawdę odkładanie na później długofalowo kosztuje więcej energii niż zrobienie tego i doładowanie się satysfakcją i efektami. Do dzieła!

    1. Niestety, to właśnie takie proste ale niestety niełatwe 🙂 Sama dziś rano ze sobą walczyłam: iść po ćwiczyć, czy poleżeć z kawą na kanapie? Podjęłam (dobrą;) decyzję dość szybko dzięki czemu uniknęłam roztrząsania za i przeciw, rozważania wielu opcji. A teraz po treningu mogę sobie spokojnie strzelić kawkę na kanapie 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *