Porządek w głowie #1: jak i dlaczego dbam o jakość życia?

jakość życia

Lubicie odnajdywać się w lifestylowych konwencjach i ideologiach? Żyć slow life? Praktykować mindfulness? Być chwalonym za minimalizm? Ja nie lubię.

Wolę całą tę paczkę najmodniejszych określeń zastąpić jednym pojęciem, które znacznie lepiej się u mnie sprawdza. Nie chcę wdawać się tu w dyskusje ideologiczne i poddawać w wątpliwość tych idei. Zdaję sobie sprawę, że z jakiegoś powodu stały się modne, są więc najpewniej użyteczne dla ludzi. Nie dla mnie. Nie staną się moją filozofią życiową, ponieważ mam już inną – własną. Nazywam ją właśnie dbaniem o jakość życia, czy jak kto woli – prowadzę quality life.

Proszę, nie myślcie, że stoi ono w opozycji do wymienionych wyżej koncepcji. Bo tak nie jest. Nie jestem zresztą ekspertem w dziedzinie lifestylowej terminologii. Wydaje mi się, że moja jakość życia ma wiele punktów stycznych z ideą slow life – głównie pomysł, że życie należy celebrować. Co mnie od tych idei odrzuca to fakt, że zawsze w ich ramach coś „musisz”, np. zwolnić, skupić się, ograniczyć ilość przedmiotów, czegoś się pozbyć, żeby coś zyskać.

jakość życia

A ja tak nie chcę. Chcę żyć tylko i wyłącznie po swojemu. Według zasad, które mi przyświecają. Być mega uporządkowaną w jednym obszarze życia, żeby nie zważać na syf w innym. Pozbywać się przedmiotów (i toksycznych ludzi), gdy mam do tego zapał, a nie dlatego, że wzięłam udział w internetowym wyzwaniu. Pracować z osobami niepełnosprawnymi, bo to mi daje autentyczną radość i poczucie spełnienia, choć w niektórych kręgach bywa uważane za szczyt frajerstwa. Dbać o moją rodzinę w obszarach, które uważam za słuszne, a nie w tych w których ktoś mi mówi, że trzeba.

Tylko żyjąc po swojemu, możemy osiągnąć szczęście. Musimy mieć odwagę zawalczyć o siebie i siłę, by dowiedzieć się, jak to nasze życie ma wyglądać. Nie mówię, że to jest łatwe. Ale czy życie według cudzych standardów jest?

Dlatego też:

  • nie sprzątam na Święta i nie czuję się źle z tego powodu
  • wierzę w Boga, ale nie wierzę w instytucję kościoła katolickiego
  • nie piekę, mało gotuję i cieszę się, że M. – jak sam mówi – jest domową Kurą
  • często leżymy z córką na dywanie wśród totalnego chaosu, który zrobiła i czytamy książki, czasem wspólne, czasem każda swoją, uważam bowiem, że rozwijanie w niej miłości do książek, jest ważniejsze niż porządek i jedzenie kolacji
  • uprawiam z pasją ogród, choć nie znam innych 30-latków, którzy się tym ekscytują
  • mieszkam na peryferiach Europy Zachodniej, w mieście, które choć jest stolicą autentycznie często śmierdzi owczym łajnem i bardzo mi z tym dobrze
  •  zarywam noce, wstaję o 4 rano i poświęcam cały wolny czas na rozwój tego bloga, choć nie mam żadnej gwarancji, że jutro choć jedna osoba będzie chciała go czytać
  • doceniam to, co mam na każdym kroku, choć marudzenie sprzedaje się lepiej. (A Ty? Czy doceniasz to, co masz?)
  • wydaję fortunę na jedzenie, bo wierzę, że dobrej jakości produkty pomogą mi utrzymać zdrowie
  • mimo, że jestem heteroseksualna, kocham kobiety i mam problem z docenianiem mężczyzn
  • prowadzę mój Bullet Journal i praktykuję w nim wdzięczność
  • mam sprecyzowane cele zarówno na miesiąc i rok, jak i na całe życie, zarówno zawodowe, jak i prywatne i usilnie, każdego dnia dążę do ich realizacji, ale…
  • …często zmieniam zdanie, tematykę, o której piszę, logo i nie uważam, że brak konsekwencji i spójności to coś złego
  • mam twarde, cyniczne poczucie humoru, przez które straciłam wiele znajomości
  • żyję w nie wyremontowanym domu, który totalnie nie nadaje się na Instagrama i bardzo go lubię
  • mam oszczędności, a nie mam kina domowego, a mój telewizor ma 19 cali, z 10 lat i dostałam go w spadku po przyjacielu
  • uważam, że to super, jeśli się ode mnie różnicie i ze mną nie zgadzacie, ale nie pozwolę wam, byście mnie za to oceniały
  • autentycznie i codziennie czuję radość życia i poczucie szczęścia (to wypracowana umiejętność, nie mam idealnego życia)
  • uważam, że bycie dobrym człowiekiem jest najważniejsze w życiu, dlatego walczę ze słabościami i zgniłą stroną mojego charakteru

jakość życia

Jak widzicie ta lista nie jest spójna. Nie pasuję do żadnej ładnej koncepcji. Ale każde z powyższych działań osobno i wszystkie one razem powodują, że uważam, że moje życie ma wielką wartość i jestem bardzo z niego zadowolona.

Dbam o jakość życia, moje quality life, rozumiane jako życie po swojemu, bez ideologii, schematów, według których coś powinnam wiedzieć, śledzić, o czymś pisać czy być przez kogoś lubiana.

 Nie chcę żebyście mnie źle zrozumiały: nie jestem antyspołecznym rebeliantem (chyba ;)). Zależy mi na ludziach, bo to dzięki zdrowym, satysfakcjonującym relacjom moje życie jest takie szczęśliwe. Powtórzę więc: zależy mi na ludziach. Ale tylko tych  pozytywnych i dobrych…

Mam ogromną nadzieję, że wy też nie dajecie się wtłoczyć w spiralę oczekiwań, schematów i teorii na temat tego, jak powinno wyglądać wasze życie. Proszę was bardzo: żyjcie po swojemu i bądźcie szczęśliwe. Żyjcie swoim quality life. I dajcie mi znać, jak wam idzie 🙂

Zapewne zainteresuje Cię również

20 komentarzy

  1. Ja mam trochę inaczej – sama piszę sobie długą listę oczekiwań, a później zamieniam się w jej niewolnika. Ale, co jeszcze śmieszniejsze – jak nie mam tej listy, to wpadam w panikę, że marnuję czas, więc zawsze mam jakąś w zapasie 😉
    Wesołych Świąt!

  2. Sama ostatnio doszłam do wniosku,;że dbanie o jakość swojego życia powinno być priorytetem. Jednak inni nie wiedzą lepiej,:co byśmy chcieli, a oni chcieliby po prostu mieć o nas konkretne wyobrażenie i przyporządkowac nas do pewnej szufladki:)

  3. Mi akurat są bliskie nurty, które wymieniłaś na początku, ale nie mam poczucia, że cokolwiek w związku z nimi muszę 🙂 Wybieram z nich to, co dla mnie ważne i wdrażam we własnym tempie. Nie przeszkadza mi ani mówienie, że jestem minimalistką (choć pewnie zdaniem niektórych nie jestem), ani to, że ktoś się podśmiewa z tego, że medytuję. Czyli w sumie mam podobnie do Ciebie – wierzę, że to jak wygląda życie definiujemy samodzielnie, a wszelkie etykietki związane ze stylem życia mogą być tylko jakimś drogowskazem, uproszczeniem i pomysłem, co można w życiu zmienić (o ile tego chcemy).

  4. To, że czyjaś filozofia pasuje do slow life, albo że się o niej dowiedział, poczytał, poznał i stwierdził, że ❤️ i chce natychmiast wcielić to w swoje życie nie znaczy jeszcze, że się „wtłoczył” lub „został wtłoczony” w jakieś reguły.
    Wymykanie się schematom tylko po to, żeby uniknąć skandalicznej sytuacji, w której mogłoby się okazać, że do jakiegoś pasujemy nie jest warte zachodu.

    1. Masz rację, a ja nic nie mówiłam o wtłoczeniu w reguły. Po prostu te ideologie nie do końca mi leżą i to też powinno być ok. W wymykaniu się schematom chodzi o to, byśmy się z tym czuli prawdziwie, a nie buntowali, bo kontrowersje się dobrze sprzedają…Wrzućmy na luz i bądźmy sobą.

  5. Ja też uwielbiam prace ogrodnicze! Ale nie mam jeszcze 30 lat wiec może się nie liczę… A Twój dom wcale nie wygląda jakby się nie nadawał na Instagrama (wniosek po przyglądaniu się na Twoje zdjęcia tam) 🙂

  6. Twarde i cyniczne poczucie humoru – już mi się podoba, z pewnością będę tu regularnym gościem. Zresztą identyfikuję się z wieloma punktami z Pani listy aczkolwiek jestem okropnie niekonsekwentnym zwierzęciem 😉

  7. Każdy jest inny i ważne jest, by nie ulegać narzuconym sposobom życia i systemom wartości innych ludzi. Każdy powinien odnaleźć swój własny i z wdzięcznością nim się kierować. Fajnie, że Tobie się udało 🙂

  8. Ciekawy manifest. Nie wiem tylko czy nazywanie tego manifestem jest uzasadnione. Każdy ma prawo żyć jak chce i robić to co chce 🙂 Zwyczajnie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *