Jest idealnie!

Jest idealnie

A więc tak: jest idealnie!  Mam w życiu momenty takiej totalnej iluminacji, kiedy czuję, że absolutnie wszystko, co mnie otacza ma sens i nic nie chciałabym poprawić czy zmienić.  Dziś właśnie tak się czuję. Właśnie tak odbieram świat i moje w nim jestestwo. Perfekcyjne zespolenie z wszechświatem! Jakież to cudowne uczucie! 🙂

Nie, nie jestem na haju.

Nie, nie piłam alkoholu. Nie, nie brałam Xanaxu. Być może moje ciążowe hormony są odpowiedzialne za ten piękny stan, ale umówmy się – na dwa tygodnie przed porodem, kiedy nawet gdy leżę wszystko mnie uwiera, a wizyty w toalecie zajmują 89% mojego czasu, to nie hormony, ani mój „błogosławiony” stan są źródłem doskonałego samopoczucia. No więc, co jest? Byłoby idealnie odkryć, skąd mi się ten piękny stan wziął, żeby na przyszłość móc ten manewr powtórzyć dokładnie w momencie, w którym tego najbardziej potrzebuję. Ale… nie zamierzam tego robić! Jest, to jest i nie zepsuję sobie tego momentu zamartwianiem się, jak to osiągnąć w przyszłości.

Jest idealnie!
Jest idealnie!

Z czynników obiektywnych,

które udało mi się ustalić mimochodem: wyspałam się, wstałam rano, świeci słońce, co w Szkocji nawet latem nie jest takie oczywiste, zjadłam pyszny obiadek, mam uporządkowane mieszkanie, bo wszak dziś sobota – dzień mopa.  Byłam na spacerze i odkryłam uroczy zaułek w mojej okolicy. Nic mnie nie niepokoi, wszystkie urzędowe i inne ważne sprawy (no może nie wszystkie, ale te najważniejsze) zostały załatwione, czuję się przygotowana na nadejście Tej Dziewczynki. Mam czas, żeby posiedzieć na kanapie, napisać coś na bloga, przeczytać jeszcze parę dobrych książek (lub choćby jedną), może obejrzeć jakiś serial.

Mam przy sobie bliskich: M. i Mamę. Mam „w zanadrzu” przyjaciół i serdecznych znajomych, do których zawsze mogę zadzwonić i pogadać. Mam absolutnie wszystko, czego mi potrzeba. Czuję się taka bogata! I taka wdzięczna! Warto żyć, jeśli choć czasem mam się czuć tak jak dziś.

Jakiś czas temu, kiedy pierwszy raz po naprawdę długim czasie, kiedy w moim życiu najoględniej mówiąc nie działo się dobrze, poczułam – jak to sobie wtedy roboczo nazwałam – iluminację, razem z nią przyszła fala wdzięczności.  Że jednak karta się odmieniła, podniosłam się, otrzepałam, wstałam i idę dalej. Że mogę planować i realizować plany, nawet jeśli wymaga to ode mnie ciężkiej pracy i samozaparcia. Wdzięczność, że życie daje mi dwie cudowne sprawy: wspaniałych ludzi wokół i ogrom możliwości. To aż zapiera dech w piersiach, jak dzięki tym dwóm czynnikom,  życie może stać się piękniejsze i pełniejsze każdego dnia. Postanowiłam nie zapominać o tym nigdy i starać się doceniać co mam każdego dnia. I co? Za podjęty wysiłek spotkała mnie nagroda w postaci dzisiejszego idealnego-normalnego dnia 🙂 Nie pierwsza i wiem, że nie ostatnia!

A Wy, jak się dziś czujecie? Potraficie docenić, co i kogo macie wokół siebie? Doceniacie, jak bardzo jesteście szczęściarzami, bo macie wokół dobrych ludzie i spore możliwości? Robicie coś by utrzymać w sobie stan wdzięczności za wszystko dobre, co Wam dał los/Bóg/karma czy w cokolwiek wierzycie?

Zapewne zainteresuje Cię również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *