Planowanie i organizacja na wesoło. Mój Bullet Journal i mnóstwo zdjęć

Od kilku dni moje myśli (i niestety wydatki również) kręcą się wokół jednego tematu – mojego Bullet Journal. Zakochałam się. Myślę o nim przed zaśnięciem i zaraz po przebudzeniu. Kupuję miliony (a przynajmniej tak to wygląda na biurku i wyciągu z konta) przydasiów. Nie zważam na to, że M. się ze mnie cynicznie nabija twierdząc, że jestem dorosła i nie mogę się zajmować tym, czym nasza córka – bazgraniem w zeszycie.   M. nie udało się zasiać we mnie ziarna zwątpienia, ponieważ wiem, że Bullet Journal zostanie ze mną na długo. Idea jest tak genialna w  swojej prostocie, że zastanawiam się teraz dlaczego JA wcześniej na nią nie wpadłam 😉 Dla tych, dla których ten pomysł jest nowością, już wyjaśniam. Otóż chodzi o to, by maksymalnie spersonalizować swój kalendarz i/lub notatnik. Praktycznie tworzy się go od podstaw w zeszycie czy notatniku, może więc wyglądać i zawierać wszystko, co TOBIE jest potrzebne do sprawnej organizacji i planowania. Nie dorówna temu żaden sklepowy planer czy kalendarz. Co więcej ta idea daje Ci wolność i możliwość zmiany layoutu i zawartości, kiedy tylko zajdzie taka potrzeba. Albo przyjdzie Ci ochota.

Mój Bullet Journal

Długo wzbraniałam się przed całą ideą. Całkiem idiotycznie zresztą.  Ponieważ blogerki i youtuberki często zajmują się Bullet Journalami równolegle z prowadzeniem swojego albumu Project Life, w mojej głowie pojawił się znak równości między nimi. Wydawało mi się, że skoro Project Life jest zdecydowanie nie dla mnie, Bullet Journal też się u mnie nie sprawdzi i nie warto się wgłębiać w całą ideę.  Bynajmniej! Okazało się bowiem,  że pasuje do mojego systemu planowania idealnie. Fakt, że w jednym miejscu mogę przechowywać WSZYSTKIE istotne dla mnie informacje, plany i inspiracje, ostatecznie mnie przekonał, że Bujo (dla tych, dla których idea jest nowa – tak slangowo nazywa sie Bullet Journal. Jej autor zastrzegł także ją (obok Bullet Journal) jako znak towarowy) to idealne narzędzie planowania.

Mój Bullet Journal

Co zawiera mój Bullet Journal

W moim Bullet Journal znajduję się sekcja zawierającą moje życiowe cele osobiste, zawodowe i finansowe, a także te konkretne na 2017 r. Mam cały blok narzędzi porządkujących sprawy blogowe: pomysły, statystyki, informacje, których nie chcę zgubić, a nie miałam gdzie wcześniej spisać np. jaki symbol mam mój ulubiony blogowy kolor (zdradzę wam, że ta soczysta zieleń to #c2c937). Jest wreszcie kalendarz: miesięczny i tygodniowy, a także lista zadań na każdy dzień. Uzupełniam Habit Tracker, dzięki któremu pilnuję się z  piciem wody i podlewam kwiaty, a także praktykuję wdzięczność codziennie zapisując sobie 2 sprawy, za które chcę podziękować. Jeśli mam ochotę napisać coś więcej, to Bullet Journal staje się moim dziennikiem.

Mój Bullet Journal

Mój Bullet Journal

Mój Bullet Journal

Wszystko to razem sprawia, że z jednej strony czuję, że mam kontrolę nad swoim życiem, a z drugiej, jestem bardziej zrelaksowana i mam oczyszczoną głowę.

Zaraziła mnie Kasia z Worqshop.pl i jej się należą podziękowania. Jeśli to czytasz Kasiu, bardzo serdecznie Ci dziękuję za Twoją pracę. Wiedz, że swoją kreatywnością, uważnością i świeżością wnosisz wiele dobrego do mojego życia. Koniec prywaty. Kasia dłubie w temacie już około roku (chyba) i jej doświadczenia są bardzo użyteczne. Ściągnęłam też od niej pomysł na Małe Cele, które widzicie na zdjęciu powyżej.  Poza tym to bardzo fajne dziewczyna, o czym pisałam wam przedstawiając najbardziej inspirujące blogi <<klik>>. Choć największe podziękowania należą się autorowi całego pomysłu, bo uwaga uwaga jest to facet. Rydder Carrol jest projektantem produktów cyfrowych i mieszka w Nowym Jorku (sam podkreśla, że na Brooklynie). Jego pierwowzór jest zdecydowanie bardziej minimalistyczny niż 99% podążających za ideą internetowych kopii. Zresztą zajrzyjcie do niego na stronę i przekonajcie się.

Co jeszcze mi się podoba:

  •  że mam pod ręką nie tylko kalendarz i listy codziennych spraw do załatwienia, ale także moje cele na ten rok <<klik>> na dany rok, a także całą moją życiową wizję, bo od tego zaczyna sie mój Bujo. W każdej chwili mogę sobie też dodać kartkę z  sentencjami inspirującymi do działania <<klik>> i nie stracić motywacji
  • próbuję pisać ładne literki (trudno na razie powiedzieć, że kaligrafuję) i to mnie relaksuje. Znalazłam też nowy ulubiony font.
  •  nie boję się, że mi zginą jakieś karteluszki
  • mam większy porządek w biurku bo karteluszki po przeniesieniu ich treści do Bujo, wyrzucam
Mój Bullet Journal
Po lewej mój wcześniejszy „system” karteluszkowo-kalendarzowo- notatnikowy. Po prawej mój Bullet Journal
  •  bardziej dbam o estetykę kalendarza
  •  czuję się wyjątkowo z takim spersonalizowanym planerem

Najbardziej chyba jednak podoba mi się, że jest zabawnie i wesoło, a organizacja i planowanie zamiast obowiązku stały się przyjemnością

Mój Bullet Journal

Co mi się nie podoba:

  • że wydaję fortunę na artykuły papiernicze
  • że na YouTube idea urasta to do rangi kultu i zdecydowanego przerostu formy nad treścią. Mam wrażenie, że dziewczyny spędzają całe dnie na upiększaniu swoich Bujo, zamiast wykonywać zadania w nich zawarte. Może mają po prostu więcej czasu niż ja, a moje myślenie to przejaw zazdrości… 😉

Btw, zaczęłam czytać książkę Oli Budzyńskiej „Jak zostać Panią Swojego Czasu. Zarządzanie czasem dla kobiet” i wkrótce możecie się spodziewać recenzji. Jeżeli zastanawiacie się, czy warto ją kupić, zaglądajcie do mnie – podpowiem.

Mój Bullet Journal

Jak wam się podoba mój Bujo? Działa na Was cała idea? Warto dać jej szansę, bo niezmiernie ułatwia planowanie i porządkuje wiele spraw. Czas poświęcony na planowanie, nigdy nie jest bowiem stracony. Dajcie znać w komentarzach i do następnego!

Zapewne zainteresuje Cię również

8 komentarzy

  1. Bardzo mi się podoba Twój BuJo 🙂 To ciekawy pomysł, jednak jestem zaskoczona, że jakiś facet najprawdopodobniej zarobił na czymś takim krocie, kiedy ja już jako dziecko i młody podlotek, z potrzeby wyrzucania kreatywności prowadziłam takie dzienniki, pamiętniki i personalizowałam je do granic możliwości! :O

    Najpierw były to szkolne dzienniki, w których bawiłam się w nauczycielkę (cute… :D). potem były to notatniki z listami zadań, aż w końcu moje journale stały się pamiętnikami z bardzo głębokimi przemyśleniami, zdjęciami oraz pocztówkami, kolorowymi podpisami, myślami, cytatami… Nie miałam z kim rozmawiać dorastając, dlatego wszystko zapisywałam. Trwało to do momentu, aż znalazła to moja mama i oczywiście (rada na przyszłość – nawet jak znajdziesz pamiętnik córki, NIGDY się do tego nie przyznawaj ;)) skonfrontowała mnie na ten temat. To był jeden z bardziej wstydliwych momentów w moim życiu, po których postanowiłam się nigdzie nie uzewnętrzniać.
    Wiadomo jednak, że tutaj chodzi o coś zupełnie innego i już nikt nie wkradnie się do tego notatnika 🙂 Dlatego fajnie, że pokazałaś to, jak planujesz swój mały świat 🙂
    Do prowadzenia kalendarza wróciłam dopiero w tym roku, kiedy zostałam totalnie przytłoczona planowaniem ślubu i wesela i przekonałam się na dobre. Co prawda, mój kalendarz rozleciał się na najbardziej kluczowych tygodniach (od kwietnia do maja, czyli najbardziej newralgiczny okres przygotowań (haha!), ale nie zmienię go aż do nowego roku 🙂 Kupiłam sobie taki z Małym Księciem i jestem nim zachwycona. Dodatkowo, mogę sięgnąć do pamięci i zobaczyć, jak wyglądało planowanie, jestem zachwycona prowadzeniem go starannie i wymyślnie. Myślę, że następnym krokiem po kalendarzu będzie właśnie BuJo, tylko musiałabym znaleźć duuużo czasu na dekorowanie go, co obecnie jest dla mnie minusem, potrzebuję gotowego schematu 🙂

    A więc produktywnego planowania! Mam nadzieję, że wpiszesz niedługo kawę ze mną w Edinburghu,
    Pozdrawiam serdecznie <3

    1. Magda Moja Kochana, dziękuję Ci, że się tu tak udzielasz. To straszne, że Twoja Mama zajrzała doo Twojego pamiętnika i jeszcze chciała o tym rozmawiać. Moja nigdy mi tego nie zrobiła (a przynajmniej nie dała po sobie poznać, jeśli tak) 😉 Zamierzam to praktykować z Moją Córką. Każdy ma prawo do prywatności i najbardziej nawet niestosownych myśli.

      Ja planuję od zawsze, miałam już milion różnych kalendarzy i planerów (oprócz takiego z Małym Księciem, niestety), ale pomysł z BuJo totalnie mnie uwiódł. Od zawsze też robię listy zadań i zapisuję emocje w postaci dziennika (choć niecodziennie). dekorowanie BuJo nie zajmuje mi dużo czasu, a ta pseudokaligrafia niesamowicie mnie odpręża. Polacam Ci tę metodę jako następny krok.

      Kiedy Ty masz ten ślub Kochana? Już dziś życzę Ci, by Twój Mąż na zawsze pozostał Twoim największym przyjacielem. To nasz sekret udanego związku (w czerwcu stuknie nam 15 lat razem (sic!) ;)) Buziaki Kochana :*

  2. Jak miło 🙂 Dzięki za życzenia 🙂 Ślub mamy 13 maja 😉 Już za miesiąc! 😀
    Udzielam się, bo bardzo podobają mi się Twoje notki, lubię je czytać, wchodzę codziennie w pracy przy kawie, by sprawdzić, czy pojawiło się coś nowego 🙂
    Na pewno prędzej czy później sięgnę po BuJo 🙂 Też chętnie pobawiłabym się w kaligrafię 😀 Owocnego tygodnia!

  3. Lubię czytać Twoje wpisy :), w pewien sposób jest to dla mnie droga na skróty, ponieważ nie ma ochoty i czasu czytać inne blogi, a tu mam wiele dla mnie interesujących tematów w pigułce ;P. Co do pomysłu Bullet Journal jestem na tak, zawsze lubiłam zapisywać wszystko w kalendarzu, do tego jak pomyślę uporządkowanie moich myśli i celów i spisanie tego wszytskiego, to już w ogóle jestem zachwycona. Jednak obawiam się jednej rzeczy, zawsze uwielbiałam planować i trzymać się mojego wcześniej założonego planu, oczywiście jak coś nie szło zgodnie z planem wywoływało u mnie frustrację. Z czasem nauczyłam się, że nie da się wszystkiego zaplanować i odpuściłam planowanie wszystkiego co do minuty, bo nie chciałam czuć rozczarowania i niepowodzenia. Dlatego muszę jeszcze przemyśleć jak stworzyć swój Bullet Journal, tak żeby tworzenie sprawiało mi satysfakcję, realizacja triumf, a niepowodzenie determinację. 🙂
    Pozdrawiam

  4. Mega!

    Ja zabieram się za bujo od stycznia 😉 hah, jednak mój journal będzie takim pomieszaniem bullet journal z art journal, będzie bardziej pamiętnikiem, dziennikiem planerem wszystkim w jednym.
    Jak sobie o tym pomyślę to nie dziwię się sobie że trwa to tyle czasu by to ogarnąć 😛 hahah

    Ale już mam wszystko rozplanowane czekam tylko na nowy notatnik i zaczynam od Maja oficjalnie 🙂

    A tak między wierszami – BOSKI OPIS, bezczelnie szczęśliwa !! SUPER <3

  5. Bardzo ciekawy pomysł. Ja sam mam juz kilka „flirtów” z elektronicznymi notesami, planerami i kalendarzami i aplikacjami do zarządzania zadaniami. Efekt moich prób znalezienia idealnego rozwiązania był taki, że o mały włos a musiałbym założyć dodatkowy indeks z informacją jakie zadania (praca, dom, blog itp) zapisuje w którym systemie 🙂
    Ostatnio wracam do tradycyjnego notatnika. Tym bardziej, że pisząc coś fizycznie dodatkowo utrwalamy to w pamięci i ponoć 25% procesu zapamiętywania jest już zrobione. Pozdrawiam z Wysp 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *