Ambitnie, ale na luzie, czyli moje cele na 2019 rok

Moje cele na 2019 rok

Lubię planować. Ale bardziej jeszcze satysfakcjonuje mnie poczucie, że moje cele realizuję. Nie zawsze w 100% i jestem z tym ok. W ciągu roku zazwyczaj wiele razy zmieniam zdanie, przetasowuje priorytety i zabieram się za projekty spoza listy. Ot, zupełnie spontanicznie! Przestałam się winić za brak konskwencji w niektórych obszarach mojego życia, uważam, ze to sprzyja rozwojowi i utrzymaniu otwartego umysłu. Jedyne, co się nie zmienia, to moja hierarchia wartości, która wyznacza kierunek wszystkich moich działań. Zarys celów jest jednak ważny i dlatego skrupulantnie planuję każdy rok. Oto, co chciałabym osiągnąć w 2019 roku.

A więc oficjalnie w 2019 roku zaplanowałam:

Dokończyć budowanie naszej poduszki bezpieczeństwa

Mamy dziś 65% z założonej, muszę przyznać, sporej kwoty. Cieszę się, że ten cel jest ambitny z jednej strony i możliwy do zrealizowania z drugiej. Chciałabym, żeby jego realizacja zamknęła się do wiosny, ale nie mam wpływu na to, ile zarobi firma męża, więc mam luźną gumę jeśli chodzi o deadline. Byle do końca roku.

Zgromadzić oszczędności na inwestycję w nieruchomości

Ciągle zmieniamy z M. zdanie, co do tego, gdzie ma być ta nieruchomość, jakie ma być jej przeznaczenie i jaki budżet na nią potrzebujemy. To nie ułatwia realizacji tego celu 😉 ale nie czyni go również niemożliwym. Ustaliliśmy, że wszelkie nadwyżki finansowe po dokończeniu budowy poduszki bezpieczeństwa, przeznaczamy na ten cel właśnie. Jak mawia M., jak już kasa będzie duża, zaczniemy się martwić na co ją wydamy ;). Od razu zaznaczam, że nie jest to cel możliwy do realizacji w 100% w tym roku. Widzimy go w prespektywie 4-5 letniej, dlatego pozwalamy sobie zmieniać zdanie, tak często jak nam potrzeba, by utrzymać motywacje. Fantazjowanie na ten temat to jeden z naszych ulubionych tematów rozmów.

Uzbierać środki i zaplanować wyjazd-nagrodę w styczniu 2020 r.

Jeśli nie słyszeliście o Marcinie Iwuciu i jego 10-cio punktowym planie ogarnięcia finansów, bardzo was zachęcam, byście zainteresowali się tematem. Szczegóły znajdziecie na blogu Marcina – Finanse Bardzo Osobiste i w jego książce „Jak zadbać o własne finanse”.

Dlaczego, o tym wspom inam w kontekście naszego wyjazdu-nagrody? Bo pomysł pochodzi właśnie od Marcina. Jest 6 krokiem z 10 i do tego punktu w 100% zgadzamy się z podejściem Marcina. Jeśli uda nam się dozbierać do końca poduszkę bezpieczeństwa i zacząć gromadzić oszczędności na kolejną inwestycję, zafundujemy sobie w nagrodę wyjazd w jedno z wymarzonych miejsc w styczniu 2020 r. Bardzo się cieszę na relaziację tego planu i wiem, że jego przygotowanie sprawi nam niemałą satysfakcję.

Pracować nad asertywnością

Niby taka jestem wygadana, dość pewna siebie i zdecydowanie na boję się ludzi, a jednak… uważam, że mam do zrobienia wiele w tej materii. Zwłaszcza w związku z pracą zawodową. Już zaczęłam stawiać granice, bronić swojego zdania i odmawiać, i mam pierwsze sukcesy na koncie. Jest mi jednak ciężko, cała sprawa wydaje sie nienaturalna i mnie stresuje… Wiele więc jeszcze do zrobienia. Najważniejsze, że świadomie chcę się z tym obszarem uporać, bo mimo, że nie czuję się komfortowo, gdy muszę stawiać granice, nie czuję się dobrze również, gdy ich nie stawiam. Gryzę się potem i czuję, jakbym była słaba. To taki trudny, ale ważny cel.

Powrócić do blogowania i rozwijać biznes online

To już się dzieje. Po prawie roku odstawienia bloga i związanych z nim mediów społecznościowych na boczny tor, wracam. Wracam z pasją, podekscytowaniem i lekkim niepokojem, jak to będzie. Staram się jednak nie narzucać sobie zbyt ambitnych celów, nie wywierać na siebie presji, nie oglądać na innych, ktrórzy są  o wiele dalej w kierunku, do którego i ja dążę. Ostatnio, to właśnie zbyt wielkie ciśnienie spowodowało, że odwróciłam się od blogowania. Było mi zbyt ciężko godzić wychowanie malucha, pracę zawodową, zdobywanie nowych kwalifikacji z prowadzeniem własnej platformy online i tym milionem małych zadań, jakie się z tym wiążą. Teraz podchodzę do tego zupełnie inaczej. Bardziej na luzie. To moja pasja, nie musi mi przynosić wielkich dochodów i splendoru. Gdy zdecyduję się na profesjonalizację bloga i odejście z etatu, poświęcę się temu w zupełnie innym wymiarze. Ale dziś… let’s have some fun!

Prowadzić zdrowy styl życia

Wiem, że wygląda, że ten cel jest bardzo ogólny, ale ja dokładnie wiem, co się pod nim kryje.  Do końca 2019 roku chcę przede wszystkim ogarnąć  moje nawyki żywieniowe, a w tym, zacząć planować posiłki. Poza tym wrócić do regularnych ćwiczeń i nareszcie osiągnąć wymarzoną wagę/rozmiar. Ale, ale, tu także bez spiny. Przyglądałam się wczoraj podczas zakupów koszykom innych konsumentów i 99% z nich załadowało tam (a potem do swoich żołądków) jedzenie gorszej jakości i mniej zdrowe niż my. Nie jest więc super źle. Niemniej wiem, że tylko, gdy dbam o siebie, dobrze się czuję więc nie ma wymówek: jeśli chcę mieć dość energii, by ogarnąć moje cele w 2019 roku, muszę zdrowo jeść i ćwiczyć! I nie zapominać o wodzie, chociaż tu osiągnęłam od zeszłego roku wielki progres i jestem z tego dumna!

Czerpać radość z rodzicielstwa

Format mojego rodzicielstwa zmieni się znacząco w 2019 roku i chcę się z tej zmiany cieszyć na maksa. Inspiracją jest tutaj moja przyjaciółka Aleksandra, której od kiedy została Mamą, uśmiech nie schodzi z twarzy. Cieszy się każdym dniem, każdą zmianą, każdym uśmiechem swojego malucha i napawa całe otoczenie poczuciem, że mieć dzieci to największa wartość (przynajmniej dla tych, któzry chcą je mieć). Tak więc, bycie szczęśliwą Mamą to zdecydowany priorytet na 2019 rok.

Dbać o relacje z ludźmi, na których mi zależy i moje dobre samopoczucie

Często wam opowiadam, jak ważne są dla mnie relacje z innymi ludźmi, np. gdy pisałam o przyjaźni. Temat jest dla mnie rzeczywiście ważny. Staram się, by wokół mnie było grono życzliwych ludzi. Bardzo pracuję nad sobą, by być lepszą przyjaciółką i koleżanką, córką, matką, ciocią i bratową. Pielęgnuję wieloletnie przyjaźnie. W tym mój związek z M., który zdecydowanie jest moim najlepszym przyjacielem. Pozostaję otwarta na nowe znajomości i cieszę się, gdy wynikają z nich wartościowe przyjaźnie. W tym roku również stawiam na relacje, chcę jeszcze bardziej być z bliskim mi ludźmi tu i teraz. Chcę, by przyjaciele wiedzieli, że zawsze mogą na mnie liczyć.

Postanowiłam też, że dbanie o moje dobre samopoczucie powinno stać się priorytetem w mojej rodzinie. M. i H. (moja córka) przejawiają zdrową dawkę egoizmu i  dbają o to, by im było w życiu jak najlepiej i jak najprzyjemniej, ja też się tego uczę. Wiąże się to też z treningiem asertywności o któtym pisałam wyżej. Mam prawo do wieczoru z książką, gdy faktury leżą nierozliczone. Biorę długi prysznic, gdy H. wciąż lata w piżamie. Piszę post, zamiast gotować obiadu. Właśnie pogoniłam M., który wstał i chciał pogadać przy kawie. Kuszące, ale… spotkał się ze stanowczym nie.Uczę sie tego każdego dnia.

Uczę się wybierać to, co dobre dla mnie, co wspiera realizację moich celów i dobre samopoczucie. To ważny punkt do osiągnięcia w tym roku.

Nie stresować się głupotami i nie porównywać do innych 

Mam w tej materii spore sukcesy. Z kłębka nerwów z depresją, nerwicą, nadwagą, stałam się oazą spokoju. Oczywiście jak na moje możliwości (w oczach niektórych wciąż uchodzę na uosobienie emocjonalności i neurotyzmu). Wiem, co jest dla mnie ważne i które obszary mnie ruszają, a które z największą przyjemnością olewam. Ale… zaprzestanie porównywania się do innych, to już inna bajka. Zwłaszcz jeśli chodzi o życie zawodowe. Widzę, kto już osiągnął to, co ja mam w planach i dołuje mnie, jak daleko jestem od tego punktu. Jasne wiem, że oni zaczynali w innym momencie, mają inne warunki, talenty, możliwości. I staram się o tym zawsze pamiętać. I przywoływać do porządku, by skupiać na pozytywach w moim życiu.

Rozpocząć przygodę z outdoor swimming w Szkocji i zostać morsem

Last but not least. Pływanie jest moją ukochaną formą aktywności fizycznej. W wodzie czuję się odprężona i mam mnóstwo energii. Basen ratuje mnie, gdy żadne inne formy aktywności nie pomagają na stres czy gubienie kilogramów. Mieszkamy 15 minut spacerem od morza, nie mogę więc odżałować, że nie mogę się w nim kąpać. To znaczy mogę, próbowałam kilka razy, ale zwyczajnie było mi za zimno. Morze Północne nie należy bowiem do ciepłych wód. Postanowiłam, że zamiast się poddawać, spróbuję przekonac moje ciało, że temperatura wody o wartości kilku stopni Celcjusza jest ok. To pewne wyzwanie, jestem bowiem raczej ciepłolubna. Ale możliwości, jakie daje pokonanie niechęci przed temperaturą otwiera przede mną całą masę przygód! Outdoor swimming w Szkocji to pławienie się w niezliczonej ilości przepięknych jezior (w tym słynne Loch Ness) i moim ukochanym morzu. Jest o co walczyć!

A Wy, pamiętacie jeszcze, co postanowiliście sobie w tym roku?

Wpis zawiera linki afiliacyjne.

Zapewne zainteresuje Cię również

4 komentarze

  1. Życzę wytrwałości w blogowaniu.
    Mam pytanie: jak oceniasz służbę zdrowia w Szkocji? Czy jest problem żeby dostać się do specjalisty? Jak pacjenci są traktowani w publicznej służbie zdrowia? Czy długo trzeba czekać na zabiegi, operacje?
    Sorry za takie szczegółowe pytania, ale jeśli możesz to prośba o odpowiedź.
    W Polsce, pomimo obiegowej, złej opinii o służbie zdrowia, wcale nie jest tak źle jak się mówi. W dużych miastach jest o niebo lepiej niż w powiatowych miasteczkach (tragedia) i naprawdę lekarze wyciągają czasami mocno chorych ludzi na prostą (w mojej rodzinie 2 przypadki nowotworów, oba pomyślenie wyleczone pomimo zaawansowanego wieku pacjentów; byłem w szoku że to możliwe).

  2. Jaro, nie wiem, czy potrafię ocenić służbę zdrowia w Szkocji obiektywnie i jednoznacznie. Są ewidentne plusy: jak darmowe szczepienia dla dzieci przeciw rotawirusom, pneumokokom i rakowi szyjki macicy (dla dziewczynek oczywiscie), jest dobry sprzęt w szpitalach i dba się o niepełnosprawnych. Z drugiej strony, lekarze pierwszego kontaltu przepisują wszystkim paracetamol, jako remedium na prawie wszystko. Poza tym w obiegu są dosłownie dwa anybiotyki, jeden środek nasenny mający utulić do snu wszystkich i jeden antydepresant, ktory ma pomoc wszystkim. Trudno się dostac do specjalistow, kolejki są długie a potem wizyta może bardzo rozczarować. Ale, gdy już dzieje się coś naprawdę poważnego, to dość szybko trafia się do specjalisty… Trudno, jednoznacznie ocenić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *