Nasz budżet domowy, czyli jak co miesiąc przybliżamy się do bogactwa

budżet domowy

Zabawne, jak to się w życiu człowiekowi zmienia. Kiedyś nie znosiłam tematu pieniędzy, unikałam go jak ognia. Byłam przekonana, że zawsze będę biedna i nie zacznę zarabiać przyzwoitych pieniędzy, a jeśli nawet – wszystko bez sensu roztrwonię. Niebyt pomocne w bogaceniu się podejście, prawda? Obecnie kwestia zarządzania finansami osobistymi towarzyszy mi codziennie i nawet lubię się nią zajmować. Dziś więc o budżecie mojej rodziny i pakiet rad, który pozwoli wam mieć więcej pieniędzy.

M. stwierdził ostatnio, że może to jest tak, że nie lubisz o tym gadać, jak tych pieniędzy nie masz, a jak zaczynasz je mieć, to widzisz możliwości i zaczyna cię to wszystko kręcić. Mądry facet z tego mojego M. I oszczędny z natury – szczęściarz. Ja moje nawyki i strategię musiałam zbudować od podstaw, co z jednej strony było trudne i uciążliwe, ale z drugiej pokazało mi, że można i potrafię samodzielnie poprawić swoją sytuację. To dało mi poczucie sprawczości i kontroli nad moim życiem. A ja lubię czuć, że mam kontrolę 😉

Nazwijcie mnie materialistką

Tak, przyznaję otwarcie: lubię mieć też pieniądze. I nie wydaje mi się, by było w tym coś złego.  Potrzebuję ich do tego, by czuć się bezpiecznie i realizować moje bliższe i bardziej odległe cele, o których możecie poczytać tutaj <<klik>> .Możecie nazwać mnie materialistką, nie przeszkadza mi to ani trochę. Lubię rzeczy materialne: ładne przedmioty, książki, ubrania. Lubię moje mieszkanie i samochód, bo dzięki nim wygodnie nam się żyje. Lubię też świadomość, że stać mnie na porządne kosmetyki, podróże i wszystko, cokolwiek sobie zamarzę i zaplanuję.

I tu przechodzimy do sedna sprawy, bo z pieniędzmi jest jak ze wszystkim innym: żeby działać skutecznie i osiągać cele, musisz to zaplanować i trzymać się planu.

Planowanie jest podstawą

Mamy z M. wspólne cele finansowe, zbieżne z naszymi celami osobistymi. Zdecydowaliśmy, co i mniej więcej kiedy chcemy osiągnąć. Policzyliśmy, ile potrzeba na to pieniędzy. Z użyciem naszego budżetu, który prowadzimy od blisko 3 lat ustaliliśmy, ile miesięcznie możemy odkładać, by te cele zrealizować. Przeznaczyliśmy na to specjalne konto, z którego możemy wypłacić pieniądze bez utraty odsetek tylko 3 razy w ciągu roku podatkowego. To skutecznie zniechęca nas przed marnowaniem tych funduszy. Wiemy więc, ile mniej więcej lat potrzeba nam, by osiągnąć nasze zamierzenia. One są podstawą naszą podstawą, bazą, wpływają bowiem na większość naszych bieżących decyzji finansowych.  Dzięki temu, co miesiąc przybliżamy się do ich realizacji.

Nie zastanawiamy się co miesiąc, czy oszczędzać, a jeśli tak to ile. Po prostu realizujemy wcześniej ustalony plan. To bardzo upraszcza nasze życie i powoduje, że działamy skutecznie.

Sztuka rezygnacji

Oczywiście, nie da się mieć ciastka i  zjeść ciastka. Nie możemy mieć wszystkiego, ale budzi to w nas poczucia straty czy niedosytu, ponieważ zgodnie uważamy, że nie warto mieć wszystkiego. Jestem przekonana, że zbyt duża ilość przedmiotów nas ogranicza. Kupowanie i wyrzucanie, po to by mieć miejsce na dalsze konsumowanie wydaje mi się po prostu głupie. Z czego więc zrezygnowaliśmy, by mieć więcej pieniędzy w naszym budżecie? Głównie z gadżetów elektronicznych  i najnowszych technologii. Mamy 1 laptop, 1 malutki telewizor, 1 stareńki tablet, który służy mi jako czytnik ebooków i po telefonie sprzed 2 lat na głowę. A i radyjko w kuchni. I koniec. Żadnych domowych kin, kablówek, najnowszych smartfonów, sprzętu stereo, rzutników i głośników. Już dawno zorientowaliśmy się, że nawet gdybyśmy je mieli, używalibyśmy ich sporadycznie. Więc nie warto zagracać przestrzeni i trwonić pieniędzy.

Bardzo rzadko też wydajemy pieniądze na wyjścia do knajp. I tu poza aspektem finansowym decyduje za nas zdrowy styl życia, jaki prowadzimy. M. jest kucharzem i wie, jak wygląda jakość produktów (a raczej jej brak) w zatrważającej większości restauracji. Nawet u Jamiego Oliviera gotuje się z paczki… Nie chcemy płacić za to fortuny. Nie o takie lajfstaje walczyliśmy 😉

Praktyka, czyli jak wygląda nasz budżet

Ale do rzeczy. Nasze finanse osobiste są systemem. Jego podstawą jest oczywiście nasz cel i plan działania. Tabelka w excelu zwana budżetem i podporządkowane mu konta, są narzędziami służącymi do realizacji tego planu.

W budżetowaniu nie chodzi o sztukę dla sztuki, ale zawsze o cel jakiemu przyświeca. Bez niego budżet nie zadziała.

Korzystamy z dwóch  tabelek  w excelu: „Budżet domowy 2017” i „Finanse M&M”. Pierwsza służy do planowania (sic!) i realizacji bieżącego budżetu, a druga zawiera informacje dające szerszą perspektywę: zużycie prądu i gazu wraz z płatnościami, fundusze celowe i wzrost w czasie naszej wartości netto. Kontrolowanie tych wartości pozwala nam mieć ogląd, gdzie jesteśmy, czy i jak szybko przybliżamy się do realizacji celów. Pokazuje też klarowny  obraz naszego majątku.

Nasz przyjaciel Excel

Nasz „Budżet domowy 2017” jest zmodyfikowaną tabelką, którą co roku za darmo udostępnia autor bloga „Jak oszczędzać pieniądze” Michał Szafrański. Ponieważ pracuję z nią od 3 lat, zdobyłam doświadczenie pozwalające na dostosowanie jej do naszych potrzeb. Zmieniam więc walutę, wygląd i listę kategorii, żeby wyglądała tak, jak ja lubię i była użyteczna, żeby mi się po prostu łatwiej z nią pracowało. Planuję też raz w tygodniu pracę nad budżetem polegającą głównie na spisywaniu wydatków. Jak się do tego zabrać – zapytacie? Odsyłam was do specjalisty (ja jestem tylko doświadczonym praktykiem ;). Sekcja dotycząca budżetu domowego na blogu Michała pomoże każdemu, kto dopiero zaczyna budżetować. Ja nauczyłam się podstaw właśnie od niego.

Raz w miesiącu, zazwyczaj tuż przed  pierwszym, siadamy z M. i ustalamy budżet na kolejny miesiąc, liczymy ile powinno się znaleźć na każdym z kont (mamy wspólnie 6 w szkockich bankach) i kolejne 8 w polskich (po jednym osobistym i po 3 walutowe na głowę)). Spłacamy kartę kredytową (oczywiście w okresie bezodsetkowym), jeśli używaliśmy jej do czegoś, przelewamy pieniądze na konta oszczędnościowe i zapisujemy ich saldo w sekcji „fundusze celowe” naszej tabelki „Finanse M&M”.

System kont

Jak już wam wspominałam, mamy  tu w szkockich bankach (dwóch różnych, zaraz wam powiem dlaczego) 6 kont:

  1. bieżące konto wydatkowe, na którym trzymamy fundusze na jedzenie, paliwo, ubrania, kosmetyki itp. do którego oboje mamy karty
  2. bieżące  konto rachunkowe, z którego „płacą się” wszystkie rachunki  oprócz prądu i gazu, ale to akurat mój wybór. Cała reszta naszych miesięcznych zobowiązań jest w pełni zautomatyzowana. Cała moja praca polega na sprawdzeniu i zapisaniu w tabelce, kiedy dana płatność zeszła z naszego konta
  3. podręczne  konto oszczędnościowe – kiepsko oprocentowane, ale jakoś mi to nie pzreszkadza za mocno, najważniejsze, że nie płacimy za przelewy. Używam go, gdy wiem, że muszę na chwilę odłożyć pieniądze, np. na rachunek z późniejszą datą płatności.
  4. drugie podręczne konto oszczędnościowe na bieżące projekty i wydatki nieregularne, na którym składujemy kasę na ubezpieczenie samochodu, podatki, wakacje, nasze wyjazdy. Pieniądze wpłacamy tu co miesiąc, zgodnie z wcześniej ustalonym harmonogramem.
  5. konto ISA w innym banku niż 4 wyżej omówione. ISA jest kontem oszczędnościowym, na którym oszczędności do kwoty prawie 16 tysięcy funtów nie podlegają podatkowi dochodowemu (zasugerowano mi, że to raczej podatek od zysków kapitałowych. Przyznam, że nie jestem pewna. Sprawdziłam: na stronie banku nazywa się po prostu ‚tax’).  ISA’y są też zazwyczaj lepiej oprocentowane niż inne konta oszczędnościowe. Trzymamy na nim naszą  poduszkę bezpieczeństwa, czyli kwotę, która ma nas uchronić przed następstwem poważnych i nieprzewidzianych okoliczności, takich jak wypadki, przewlekłe choroby, czy utrata pracy. Oczywiście mamy nadzieję, że nigdy nas podobne rzeczy nie spotkają, ale better be safe than sorry, jak mówią.
  6. drugie konto ISA w innym banku niż konta bieżące  jest miejscem, gdzie składujemy pieniądze na nasze cele długoterminowe. Nazwijmy je kontem inwestycyjnym.

  budżet domowy

Automatyzacja

Bardzo ważnym elementem jest dla mnie funkcjonalność naszego małego „systemu”. Mimo, że lubię się zajmować budżetem nie chcę, by była to sztuka dla sztuki, która zajmuje ogrom mojego cennego czasu. Dlatego postarałam się, żeby płatności za 90% naszych rachunków były zautomatyzowane, a że wreszcie zmieniono nam licznik prądu (wciąż czekamy na gaz, grrr) to także ta część ulegnie wkrótce pełnej automatyzacji. Rachunki więc płacą się same, a ja raz w tygodniu, czasem raz na dwa tygodnie sprawdzam, czy wszystko jest ok. I tyle.

Moglibyśmy zautomatyzować też oszczędzanie, ale jeszcze w tym roku, z uwagi na nasze plany i zobowiązania, nie planujemy tego robić. Miesięcznie kwota, którą możemy przeznaczyć na długoterminowe cele różni się, dlatego przy konstruowaniu miesięcznego budżetu decydujemy, ile przelewamy na każde z funduszy celowych. Na razie nam to pasuje, wręcz mobilizuje, bo chcemy co miesiąc znaleźć jak najwięcej pieniędzy na oszczędności. Jeśli zacznie przeszkadzać, to z pewnością ustawimy zlecenie stałe.

Nie zawsze jest idealnie…

Nasz system przeszedł wiele modyfikacji. Na początku próbowałam sama stworzyć tabelkę do budżetu –  i poległam.  Chciałam też, żeby każde z nas miało swoje pieniądze, ale okazało się, że – chyba na zasadzie synergii – gdy budżetujemy wspólnie mamy więcej pieniędzy. Uwspólniliśmy więc konta, ale stało się to dopiero w zeszłym roku 🙂  Pomogła też koncepcja Marcina Iwucia –  kolejnego guru finansów osobistych – o funduszach celowych, stąd nasze konta mają każde swoje przeznaczenie.

Zdarza się, że bardzo mi się nie chce, albo zupełnie nie mam czasu, na spisywanie wydatków i leżą od odłogiem przez 2-3 tygodnie.  Nie jest to sytuacja idealna – przyznaję. Zawsze jednak mobilizuję się i nadrabiam przy konstruowaniu budżetu na kolejny miesiąc. A dzięki systemowi kont z przeznaczeniem na konkretne cele nawet zaniedbanie w tej materii na szczęście nie odbija się nam finansową czkawką.

Co nam to wszystko daje?

Ponieważ system działa od dłuższego czasu, miesięcznie ogarnięcie go zajmuje mi nie wiecej niż 2-3 godziny. Korzyści w tego „poświęcenia” są nieocenione. Posiadanie kontroli nad finansami, poza pieniędzmi (sic!), daje poczucie bezpieczeństwa i satysfakcję z osiąganej coraz większej niezależności. Dla tych, którzy lubią cyferki też są miłe dla oka wskaźniki. Nasza wartość netto, czyli wartość naszego majątku po odjęciu wszystkich zobowiązań wzrosła pomiędzy styczniem 2016 roku a styczniem 2017 roku o 243%. Jesteśmy prawie 2,5 razy bogatsi niż niespełna półtora roku temu. Satysfakcja jest ogromna. Muszę przyznać, że jestem z nas dumna.

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, udostępnij go swoim znajomym 🙂 A jeśli masz ochotę na więcej inspiracji otrzymywanych ode mnie, zapisz się do Listy Inspiracji i Super Treści (LIST). Nie martw się, że udostępniasz mi swój email. Obiecuję: zero spamu, 100% wartościowych treści!

A jak wy sobie organizujecie finanse? Macie system, czy po prostu wydajecie i patrzycie, co zostanie? Dajcie znać, bo strasznie jestem ciekawa, jak to u Was wygląda! I powodzenia w budowaniu fortuny! 🙂

Zapewne zainteresuje Cię również

7 komentarzy

  1. Zarządzanie pieniędzmi to mój słaby punkt… Kompletnie nie umiem oszczędzać. Nie wiem, może to przyjdzie z wiekiem- może po prostu, gdy masz 22 lata i dopiero zaczęłaś sama zarabiać, nie umiesz tego jeszcze ogarnąć…

      1. Zyski od kapitału to spoko. Zrozumiałam w pierwszej chwili, że za sam fakt posiadania dużych oszczędności już coś rżną. Ale nie zdziwiło by mnie już chyba nic.

  2. Ja też preferuję minimalizm, jeżeli chodzi o sprzęty elektroniczne. I również dzięki temu oszczędzam. Mamy radiobudzik, z którego zresztą nie korzystamy, dwa kilkuletnie laptopy, z których będziemy korzystać, dopóki nie padną i… to by było na tyle! Kilka razy w roku żałuję, że nie mamy telewizora, na przykład kiedy w telewizji jest ważny mecz, ale i tak nie zamierzamy go kupić. Dobrze nam się żyje z tym stanem rzeczy. Za to jesteśmy w stanie zapłacić więcej za przedmioty, które naprawdę są potrzebne i kupić wtedy coś, co jest dobrej jakości. Jedyne, do czego nie mogę się zebrać, to prowadzenie budżetu domowego – robiłam kilka podejść i za każdym razem z tego rezygnowałam. Ale muszę się przemóc, bo czuję, że mamy parę luk, przez które przeciekają pieniądze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *