Pokonaj swoje długi z Michałem Szafrańskim

Zawsze byłam chaotyczna finansowo. Nie lubiłam zajmować się pieniędzmi, ani nawet o nich rozmawiać. W jakiś dziwny sposób stresowało mnie to. Mój brak finansowej ogłady kosztował mnie więc sporo nerwów, bo „infekował” też inne strefy życia: rodzinną czy towarzyską i wpływał na mój związek. Ciągły brak kasy, z jakim się borykałam, odbijała się też na mojej psychice i – skoro już zaczęłam, będę całkowicie szczera – także na poczuciu własnej wartości.

Byłam bardzo dobra w wydawaniu pieniędzy

Tak było, gdy mieszkałam w Polsce. Sytuacja w magiczny sposób nie poprawiła się, wraz z decyzją o wyjeździe za granicę, ale postanowiłam wtedy: „nowe życie – nowe zasady”. Starałam się więc nie popadać w długi, a nawet oszczędzić trochę pieniędzy, zwłaszcza że miałam konkretny cel i wymagał on ode mnie reżimu finansowego. Gdy cel został zrealizowany, postanowiłam „trochę odetchnąć” i …wpadłam w zakupowy wir. Szaleństwo trwało na szczęście tylko jedno lato, ale com sobie wtedy użyła, to moje! Dość wspomnieć, że zapasów kosmetycznych, jakie wtedy zrobiłam, nie udało mi się zużyć do dziś i część z tych „wymarzonych” odżywek, podkładów, paletek i maskar musiałam ostatnio oddać. Ehhh.

Mój M. jest duuuużo oszczędniejszy, chyba z natury. Nie wydaje kasy na prawo i lewo, nie szasta, ma za to zawsze jakieś zaskórniaki i gdy przychodzi potrzeba większych zakupów, stać go na dobre jakościowo rzeczy, które zawsze wydawały mi się za drogie. Co z tego, że ja wydawałam więcej? Na poważne rzeczy i tak nie było mnie stać i zawsze mu zazdrościłam tego finansowego komfortu.

Jakoś tak w zeszłym roku, gdy moja sytuacja finansowa nie była bynajmniej opłakana, ale też niespecjalnie satysfakcjonująca, trafiłam na bloga Michała Szafrańskiego www.jakoszczedzacpieniadze.pl. Czytając posty i zapoznając się z filozofią autora doznałam olśnienia, choć to olśnienie zrodziło się w bólu wynikającego z buntu: że jak to JA odpowiadam za moją sytuację finansową? i DLACZEGO nie mogę winić za nią rządów, inflacji, kryzysu i pracodawcy?  Że jak to: mam spisywać WSZYSTKIE wydatki i odmawiać sobie małych przyjemności, chociaż tak ciężko pracuję i coś mi się od życia należy? Że za kilka lat będę żałowała finansowej niefrasobliwości bo mogłam w tym czasie zbudować finansową stabilizację? Serio? Nie bardzo chciałam zmieniać swój styl życia, do dziś mam z tym problem, o czym pisałam  tu. Dyskomfort wynikający z braku poczucia finansowego bezpieczeństwa był jednak silniejszy i – choć „trawiłam” to kilka tygodni – postanowiłam zmienić moje podejście do finansów.

Od czego zacząć?

Rozpoczęłam więc spisywać wydatki, planować budżet, kontrolować rachunki. Stworzyłam sobie do tego narzędzie w postaci tabelki w Excelu i… zaczęłam czerpać przyjemność z faktu posiadania kontroli nad finansami. A że powszechnie wiadomo, że kontrolę mieć lubię in general, satysfakcja rosła.

W wyniku dość zabawnego zbiegu okoliczności, w kwietniu tego roku postanowiliśmy kupić mieszkanie. Tu, nie w Polsce. O powodach tej decyzji, mógłby powstać osobny wpis. Niewykluczone, że powstanie. W każdym razie okazało się, że mimo posiadanych oszczędności brakuje nam jeszcze „trochę” do depozytu i pokrycia kosztów prawnych. Nie wahaliśmy jednak się zaciągnąć długów na ten cel, bo kalkulacja za i przeciw wykazała, że nawet posiadanie długów konsumpcyjnych, którymi pokryliśmy  owe braki oraz kredytu hipotecznego, wychodzi dużo taniej (szacuję, że o jakieś 40%) niż wynajmowanie mieszkania. Taki mamy tu klimat.

Jeśli chcesz przeczytać więcej o życiu na emigracji w Szkocji, zapraszam do mojego cyklu artykułów:

Nie czułam się jednak zbyt dobrze ze świadomością posiadania długów i zastanawiałam sie nad rozwiązaniem. I tu ponownie wkracza na arenę nasz dzisiejszy bohater – Michał Szafrański – ogłaszając premierę bezpłatnego internetowego kursu „Pokonaj swoje długi” współfinansowanego przez partnera bloga –  firmę MasterCard. Nie wahałam się ani chwili, bo przecież nic nie mogłam na tym stracić, zarejestrowałam się i rozpoczęłam kurs.

Jak wygląda kurs pokonaj swoje długi?

Kurs zbudowany jest z pięciu tygodniowych bloków po pięć lekcji, czyli z 25 kilku-, góra kilkunastominutowych bloków materiału, do których załączone są materiały dodatkowe i zadania domowe. Bardzo spodobał mi się pomysł z pracą domową, który przenosi ciężar odpowiedzialności na kursanta i wymaga od niego podejmowania aktywnych działań. I to codziennie. To właśnie wykonywanie zadań domowych przyniosło mi najwięcej refleksji, w tym tę najważniejszą, że stan zadłużenia, choćby były to długi spłacane na bieżąco i nieprzeterminowane, to stan patologiczny. Że raty, debety i karty kredytowe nie są, jak wmawiają nam marketingowcy banków i innych „instytucji” finansowych, dogodnym narzędziem finansowania bieżących potrzeb. Są złem, które wpędza nas w spiralę zadłużenia odbierając wolność finansową. Bardzo jestem wdzięczna Michałowi Szafrańskiemu za nakierowanie mnie na tę konstatację, zwłaszcza, że wpisuje się ona w moje przemyślenia odnośnie nadmiernego rozrostu konsumpcjonizmu we współczesnym świecie i zanikaniu innych – niematerialnych wartości. Nie są to przyjemne wnioski, ale jakże wyzwalające…

Moje ogólne wrażenie po zakończeniu kursu? Kolejne olśnienie! Szczerze przyznam, że takiego poziomu rzetelności wykonania i profesjonalizmu po bezpłatnym kursie się nie spodziewałam. Szafrański przyznaje, że w pewnym momencie miał już dość pracy nad nim, ale efekty jego wysiłku są widoczne: według mnie jest on idealny. Zawiera dwa podstawowe aspekty niezbędne moim zdaniem w wychodzeniu z długów i ogarnięciu finansów, a mianowicie: narzędzia merytoryczne i wsparcie psychologiczne, mentalne. To dzięki płynnemu połączeniu tych dwóch czynników, platforma „Pokonaj swoje długi” umożliwia realne wydostanie się w zaklętego kręgu zadłużenia. Szafrański mówi nam – swoim podopiecznym, że damy radę, że to możliwe i wykonalne, podaje  też przykłady ludzi, którzy już cel osiągnęli. Z drugiej strony zapewnia rzetelne i bardzo konkretne narzędzia, które doprowadzą kursantów do plusa w bilansie finansów. Uważam, że Michałowi  Szafrańskiemu bardzo należy sie pochwała. Nie tylko za to, CO zrobił i JAK to zrobił, ale także ŻE mu się chciało.

Mam nadzieję, że zarówno moja historia, jak i – przede wszystkim – kurs „Pokonaj swoje długi”, który w całości znajdziecie tu, pomogą tym z Was, którzy podobnie jak ja wciąż są w drodze do finansowej niezależności. Proszę, dzielcie się wrażeniami, jako i jak się tu podzieliłam.

Zdjęcie u góry posta jest własnością Michała Szafrańskiego i pochodzi z materiałów dodatkowych kursu „Pokonaj swoje długi”.

Zapewne zainteresuje Cię również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *