Porozmawiajmy o pieniądzach

Porozmawiajmy o pieniądzach

Mówi się, że nie dają szczęścia. Że istnieją ważniejsze sprawy.  Że są łomem w rękach władzy, ale dżentelmeni o nich nie rozmawiają. Utożsamia się je z czasem. A czasem z wolnością. Co by nie mówić – pieniądze są w naszym życiu istotne i warto zastanowić się nad tym, jaką rolę odgrywają. Sama sporo o nich ostatnio myślę (sporo także działam) i dlatego postanowiłam podzielić się z wami moją historią i garścią spostrzeżeń.

Czy wiesz, że według szacunków samego ZUS, dzisiejsi 30-to latkowie otrzymają na emeryturze równowartość najwyżej 30% swojej ostatniej wypłaty? Zatrważające, prawda? Ale jeszcze gorsze, że ludzie nie robią nic, by poprawić stan swoich finansów…

 

Etap pierwszy: Ignorancja

Zaczęło się od tego, że moja Mama (przeczytaj o tym, jaka jest inspirująca!) i ja nigdy nie miałyśmy ich za wiele. Wyrosłam w przekonaniu, że pieniądze są źródłem stresu i jakkolwiek by nimi nie gospodarować, trudno zgromadzić satysfakcjonującą ich ilość. Nie warto się więc zbyt na nich skupiać, bo przysporzą mi jedynie zmartwień. Trzeba płynąć z nurtem i jakoś „wiązać koniec z końcem”. A jeśli nie starcza należy pożyczyć. Kombinowałam więc z zawsze za małym budżetem, pożyczałam od koleżanek i…niejednokrotnie nie miałam z czego oddać. Nie stać mnie też było zazwyczaj na rozrywki, które dla moich znajomych były czymś normalnym: wyjścia, koncerty. Myślałam więc zawsze o sobie, że jestem biedna.

Sytuacja nie polepszyła się, gdy sama zaczęłam gospodarować moimi środkami na utrzymanie na studiach. Znów na niewiele mi starczało i żyłam w przekonaniu, że nie warto się zajmować pieniędzmi, liczyć, kalkulować i oszczędzać, bo nie dość, że jest to nieprzyjemne, to zazwyczaj samo myślenie o nich działało na mnie stresogennie. Pojawienie się pierwszych zarobków, jedynie utwierdziło mnie w przekonaniu, że nic w tej materii w życiu nie zdziałam i tak to już po prostu jest, że wydaje się wszystko, co się zarobi (o zgrozo!). A jeśli nie starczy, to zawsze można pożyczyć. A fakt, że niedługo po rozpoczęciu pracy mój bank zaproponował mi kartę kredytową uważałam za nobilitację i sygnał, że nareszcie zaczyna mi się dobrze wieść. Gdy teraz o tym myślę, wydaje mi się niemożliwe, że byłam aż tak naiwna 😉

 Etap drugi: straciłam kontrolę

Chętnie korzystałam więc z oferowanych przez banki i inne instytucje „możliwości”: kart kredytowych, limitów w koncie, rat na zakupy. Sytuacja obiektywnie wyglądała coraz gorzej, ale ja nie chciałam dostrzec problemu. M. – wtedy pracownik banku i osoba z natury oszczędna – dostawał szału, gdy okazywało się, że wypłacałam pieniądze z karty kredytowej, by w osiedlowym sklepiku kupić fajki, na które – jako osoba bezrobotna nie miałam pieniędzy. I tak dreptałam sobie po mojej finansowej równi pochyłej, aż do momentu, kiedy stanęłam pod ścianą. To był moment zwrotny w całym moim życiu i choć bardzo przeżyłam wydarzenia z tamtego okresu, dziś jestem losowi za nie niezmiernie wdzięczna.

Porozmawiajmy o pieniądzach

 Etap trzeci: pieniądze dają przyjemność

Wyjechaliśmy więc zagranicę i uważam to za jedną z najlepszych decyzji w moim życiu także w aspekcie finansowym. (Żeby się jednak nie wydawało Wam, że jest idealnie – przeczytajcie o  minusach życia na emigracji w Szkocji). Dość szybko znaleźliśmy oboje pracę i z osoby bezrobotnej-dorabiającej dorywczo-wiecznie bez kasy, stałam się kimś, kto zarabia realne pieniądze, pozwalające całkiem wygodnie żyć.  Wkrótce okazało się bowiem, że stać mnie na drogie (nie mylić z dobre) marki kosmetyczne, całodzienny shopping i snucie się po knajpach. I się zaczęło! Niekończące się zakupy kosmetyczne podsycane przez youtuberki i blogerki. Nigdy wcześniej nie było mnie stać na kultowe produkty, a teraz proszę – idę, wybieram, płacę i mam! Jakaż wielka była moja radość.  Do czasu. Po kilku miesiącach zorientowałam się, że nadmiar przedmiotów i odwrotnie proporcjonalny do niego stan portfela mnie przytłacza. Martwi i smuci. I doszłam do wniosku, że skoro już odreagowałam całą tę moją (dziś myślę, że głównie mentalną) biedę, muszę coś z tym zrobić. Poszperałam więc w internecie i oczom moim ukazał się zupełnie inny świat…

Koleżanka słysząc, że systematycznie budżetujemy się i zbieramy absolutnie wszystkie rachunki, zapytała:

– Ale co Wam ten wysiłek daje? Jakie są z tego korzyści?

– Mamy po prostu więcej pieniędzy – odpowiedzieliśmy.

Etap czwarty: pieniądze są środkiem do realizacji celów

Oczom moim ukazał się bowiem świat ludzi, którzy potrafią zarządzać pieniędzmi, a one ich słuchają. Obnażono przede mną bezwzględną prawdę o tym, jak pustą wydmuszką jest konsumpcjonizm (polecam szczególnie post mojego guru finansów osobistych – Michała Szafrańskiego o wiele mówiącym tytule Po co mi coś, co może kupić każdy?).  Przekonałam się, że bezpieczeństwo finansow mojej rodziny jest ważniejsze niż kilkugodzinna radość z nowego gadżetu. Okazało się też, że nawet z niewielkich kwot można budować oszczędności, a budżetowanie jest absolutnym kluczem do sukcesu. I determinacja. I uczciwe postawienie sprawy. A także świadomość, że nie musisz mieć wszystkiego.

Zmieniłam więc moje podejście do pieniędzy o 180 st. Dziś wiem, jak bardzo są ważne i że pomogą mi zapewnić szczęśliwe życie mojej rodzinie. Warto więc je kumulować i należy unikać zadłużania się. Jesteśmy dziś w o niebo lepszej sytuacji finansowej niż powiedzmy 2 lata temu, gdy zaczęłam moją „przygodę z pieniędzmi”, nasza wartość netto jest bowiem dodatnia i wciąż rośnie. Mam świadomość, ile jest jeszcze do zrobienia, bo prawda jest taka, że wciąż jesteśmy na początku drogi do finansowej niezależności. Najważniejsze jednak, że zeszliśmy ze szlaków konsumpcjonizmu i beztroskiego (i bezsensownego) wydawania i idziemy dalej swoją drogą, wyznaczoną przez nasze życiowe cele.

Nigdy nie jest za późno

Jeżeli – jak ja jeszcze nie tak dawno temu – nie jesteście zadowoleni ze stanu swoich finansów, chcielibyście pozbyć się długów i zacząć kumulować gotówkę na realizację swoich celów, oto osoby, które Wam pomogą.  Absolutnie musicie zapoznać się z ich „twórczością”:

Książka Michała Szafrańskiego Finansowy Ninja (link afiliacyjny). Moją recenzję możecie przeczytać tutaj (klik).

Blog Jak oszczędzać pieniądze – Michała Szafrańskiego. Absolutny guru polskich finansów osobistych, twórca kursów: Budżet domowy w tydzień i Pokonaj swoje długi.

Finanse Bardzo Osobiste – Marcin Iwuć i jego książka pt. Jak zadbać o własne finanse (recenzja w przygotowaniu)

Subiektywnie o finansach – Maciej Samcik

Powyższe blogi i publikacja zawierają niezbędne podstawy, żeby wyjść z spirali zadłużenia i ogarnąć się z tematem pieniędzy. Wierzcie mi, to nawet nie jest nudne. Gdy tylko poświęcicie trochę czasu i energii, okaże się, że budowanie stabilnej przyszłości finansowej jest dobrą zabawą.

Ciekawi mnie, jakie jest Wasze podejście do pieniędzy i jak oceniacie swoją sytuację finansową? Macie swoje sprawdzone sposoby na oszczędzanie i radzenie sobie z budżetem? Podzielcie się koniecznie w komentarzu. Dziękuję za Twój czas i energię i do zobaczenia wkrótce!

 

 

Zapewne zainteresuje Cię również

5 komentarzy

  1. odkąd pamiętam byłam ciułaczem 😉
    też zauważyłam, że ludzie, którzy wychowali się w biedzie później mają skłonności do szastania pieniędzmi, żeby sobie to wynagrodzić. niestety nie prowadzi ich to donikąd, a jedynie do trwania w tej biedzie.

    1. Na szczęście u mnie był to jedynie etap i teraz już wiem, że warto raczej być niż posiadać 🙂 Chciałabym być „ciułaczem” jak Ty, ale u mnie to raczej efekt ciężkiej pracy niż stan naturalny 😉

  2. Ja już wile razy zabierałam się za prowadzenie budżetu domowego, niestety systematyczność jest tu dużym problemem, jak i wsparcie ze strony męża. Wiem że potrafimy odłożyć i że moglibyśmy odłożyć dużo niestety pieniądze jakoś tak dziwnie się rozchodzą (na głupoty oczywiście ;)) Cieżko złapać wsystko raz a dobrze i tak już utrzymać, bo jak to ma być – ja siedze i ciułam żeby sobie na coś pozwolić, a mąż lata od sklepu do sklepu? Przy takim postawieniu sprawy każda deteminacja pada w przedbiegach.
    Pozdrowienia Marysiu dla Was i bąbla 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *