Jak wpadłam w stan flow i uporałam się z górą zadań

flow

Jak mawiała moja bardzo mądra wychowawczyni w liceum: „Jeśli masz za mało czasu, to weź sobie więcej na głowę, wtedy na pewno zdążysz”. Na wszystkich z nas spada od czasu do czasu (gorzej, gdy non stop) ogrom zadań do wykonania na wczoraj, przy ograniczonych zasobach ludzkich i czasowych. Jak sobie poradzić w podbramkowej sytuacji? Dziś przynoszę odpowiedź z dziedziny nauki popartą doświadczeniem z życia wziętym.

Moja nauczycielka miała rację.  Oto przykład. Mam nowego przełożonego, który deleguje mi bardzo wiele nowych zadań, większość na wczoraj  i pulsujących w systemie krwistą czerwienią, co przecież w korporacyjnym języku nigdy nie wróży nic dobrego. Obiecałam, że postaram się z najbardziej naglącym zadaniem uporać przez weekend i przedstawić  wyniki do akceptacji w poniedziałek.

Ale… wczoraj w pracy okazało się, że jestem sama. Nie było drugiej osoby na zmianie, a przecież trzeba wykonać wszystkie obowiązki związane z opieką (dla tych, którzy nie wiedzą, pracuję z osobami niepełnosprawnymi i to uwielbiam!). Trzeba moim podopiecznym poświęcić dużo czasu i uwagi i to nigdy nie może zostać zaniedbane. Do tego moja asesor z  certyfikatu zawodowego, który obecnie robię, również mnie poinformowała, że oczekuje kolejnej partii zadań ukończonych na poniedziałek.

W pierwszej chwili prawie spanikowałam. Poczułam, że robi mi się gorąco i najchętniej bym się rozpłakała. Ale… to już nie ja… Płakać można ze wzruszenia i niemocy, a nie gdy trzeba działać! Postanowiłam więc, że spróbuję zrobić tyle, ile mi się uda. Zacznę. Pewnie rozgrzebię temat,  ale może później uda mi się usiąść w spokoju i dokończyć. Wykonałam więc szybko wszystkie rutynowe obowiązki, poinformowałam jedną z podopiecznych, że jestem w biurze pracując nad czymś ważnym, ale zawsze przyjdę, gdy będzie mnie potrzebować, i zabrałam się do pracy.

Pracowałam w takim skupieniu, że szybko wpadłam w stan flow, dzięki któremu pracuje się szybciej i efektywniej. Wiedząc, że mam bardzo limitowany czas na wykonanie zadania, podarowałam sobie planowanie, rozpisywanie drobiazgowej listy zadań i wszelkie przygotowania. Żadnych przerw na kawę, żadnego sprawdzania maila. Postanowiłam, że po prostu usiądę i zacznę i…  muszę przyznać, że poszło mi wyśmienicie. W czasie, który miałam do dyspozycji, wykonałam oba zadania: i te z certyfikatu, i te zlecone przez szefa. Udało mi się nawet przygotować kolejny etap pracy, który był powiązany z tym, co robiłam, a zaoszczędzi mi czasu, gdy znów przystąpię do pracy. Pracowałam bardzo ciężko przez półtorej godziny i wykonałam pracę która wyglądała na zajmującą całe wieki.

Wieczorem byłam z siebie bardzo zadowolona. Analizując, jak mi się to udało, uznałam, że nie zmarnowałam czasu na planowanie (tak dobrze widzicie, czasem planowanie jest marnotrawstwem czasu!) i nie pozwalałam sobie na najmniejszą nawet dekoncentrację. Nie miałam też czasu, by zastanawiać się, czy mi się chce, i czy to jest właściwie czas, czy nie mam czegoś ważniejszego do roboty. Po prostu usiadłam i zrobiłam. Oczywiście liczę się z tym, że będę musiała nanieść jeszcze poprawki, ale przejrzałam te materiały jeszcze raz dziś rano i nie wyglądają źle.

Uświadomiłam sobie, że to jest trochę tak, jak ze wszystkimi innymi niecierpiącymi zwłoki zadaniami: nie ma innego wyjścia, tylko zacząć i pracować, aż się skończy. Pisałam już o tym, jak się zabrać do wykonania nieprzyjemnych zadań. Koniecznie przeczytajcie.  Stan flow (czyli przepływ) bardzo w tym pomaga. Pierwszy raz zetknęłam się z tym pojęciem na zajęciach z psychologii pozytywnej na studiach.  Jego autorem jest węgierski uczony  Mihály Csíkszentmihályi. 

W skrócie chodzi o to, że gdy oddamy się w stu procentach jakieś czynności i nie będziemy poddawać się dystrakcji czynnikom zewnętrznym, pojawi się stan flow, który dzięki euforii wynikającej z oddania się temu zadaniu, spowoduje, że będziemy pracować efektywniej i z większą satysfakcją. Uniesie nas fala!

Mi się to przydarzyło wczoraj i serdecznie wam ten stan polecam! Istnieją nawet teorie mówiące, że wykonanie zadania zajmuje dokładnie tyle, ile masz na nie czasu. Może nie zawsze, ale przypuszczam, że w większości przypadków ta teoria ma szansę się sprawdzić. Ja postanowiłam kolejny raz zweryfikować moją produktywność w pracy i nie skupiać się tyle na planowaniu i analizowaniu, które zawsze są takie kuszące, bo bardzo je lubię… Cóż, gdy trzeba działać, to…trzeba działać 😀

Jestem ciekawa, czy zdarza się wam pracować w trybie flow? Jak inaczej sobie radzicie w podbramkowych sytuacjach?

 

 

Zapewne zainteresuje Cię również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *