Porządek w głowie #2: kiedy i dlaczego warto zmienić zawód?

warto zmienić zawód

Wszyscy zmieniamy pracę dość często. Na pewno częściej niż pokolenie naszych rodziców. Ale zawód? Pamiętam, jak w 2005 roku, gdy kończyłam liceum przeczytałam w jakimś tygodniku, że Amerykanie zmieniają profesję się nawet 6 razy w ciągu swojego życia. 6 razy w ciągu życia zmieniają zawód. A to są dane sprzed 12 lat (właśnie poczułam się staro ;)). I dobrze, bo co by było, gdyby Eminem nie rzucił smażenia burgerów i nie postanowił, że zostanie muzykiem? A Jack Nicholson wciąż sprzedawał zabawki  i nigdy nie stworzył kreacji w „Locie nad kukułczym gniazdem” i „Lśnieniu”? Świat byłby bezsprzecznie uboższy. Nie namawiam was do przysłowiowego skakania z  kwiatka na kwiatek, bo to w Polsce nie jest mile widziane. Jest jednak sporo sytuacji, w których warto rozważyć zmianę zawodu, bo korzyści płynące z tego przedsięwzięcia mogą być znacznie większe niż z kurczowego trzymania się status quo.

Jestem przekonana, że to co robimy zawodowo po części nas definiuje. W społeczeństwie, w którym żyjemy, stygmatyzowanym przez kult pracy, życie zawodowe zabiera coraz więcej czasu. A czas jest dla mnie najważniejszym z zasobów, głównie dlatego, że jest nieodnawialny. Ostatnio rozmawiałam ze znajomym, który rzucił pracę w korporacji, ponieważ – jak sam to ujął – nie miał  już ochoty postrzegać siebie jako „mailoodpisywacza”. Nie krytykuję pracy w korpo, choć ewidentnie nie była dla mnie. To, co chcę podkreślić, to fakt, że warto szukać wymarzonego zawodu, choćby miało to trwać latami.

Piszę o zmianie zawodu, a nie „zwykłej” zmianie pracy. Dlaczego? Bo bardzo często to za mało. Jeśli nie lubisz sprzedaży, nie będziesz szczęśliwsza, jeśli zamiast butów zaczniesz sprzedawać kredyty czy perfumy. Albo gdy zostaniesz managerem sprzedaży. Poza tym wybieramy sobie zawód, gdy jesteśmy bardzo młode i zupełnie nieprzygotowane do takiej decyzji. Nie wierzę, że mając 19 czy nawet 24 lata jestem w stanie przewidzieć i ogarnąć, co tak naprawdę chciałabym robić przez resztę życia. I najważniejsze: dlaczego niby miałabym chcieć robić to samo przez resztę życia?! Wszak rynek pracy się zmienia, ja się zmieniam, moje umiejętności i poglądy na to, co jest ok, a co nie jest się zmieniają. Zmienia się to, jak pozwalam się traktować innym ludziom i to, na co chcę przeznaczać mój czas.

Przeczytaj także:

Mój life-work balance. O sztuce równowagi, która daje szczęście

Jak dbam o jakość życia? Manifest bloga, czyli co jest w życiu najważniejsze

Praca z osobami niepełnosprawnymi. Jak to jest i dlaczego to robię

Gdy coś Cię uwiera

Nie dziw się zbytnio i nie obwiniaj, jeśli nie czujesz się komfortowo w swojej obecnej pracy. Jasne, że ona ma służyć do zarabiania pieniędzy, a nie oddawaniu się przyjemnościom. Ale gdy coś cię uwiera w twojej dotychczasowej pracy, nie dajesz z siebie 100% i nie wykorzystujesz swojego potencjału. Marnujesz  swoje możliwości. Jesteś przeciętnym pracownikiem, dlatego jesteś też najczęściej przeciętnie wynagradzany. Czekasz z utęsknieniem na piątek, a w niedzielę wieczór  albo ze zniechęceniem siadasz już do maili, żeby nie zalały cię w poniedziałek, albo z lekkim bólem brzucha starasz się zwalczyć niepokój, że już jutro poniedziałek i znowu się zacznie. Nie znam nikogo, kto autentycznie lubi swoją pracę, a odczuwa podobne dolegliwości i stany.

Jeśli na myśl o pracy czujesz, że pogarsza Ci się nastrój, pora pomyśleć o jej zmianie. I nie wmawiaj sobie, że jest ok, bo płacą Ci na czas i masz 6 tygodni płatnych wakacji. To nie jest żaden luksus.

Jeśli nie czujesz się najlepiej w obecnie wykonywanej pracy, musisz ją zmienić. Chyba, że chcesz, żeby całe twoje życie było takie sobie, lub maksymalnie ok. Ale wtedy nie dziw się, że nie jesteś szczęśliwa.

Policz, ile czasu spędzasz na pracy

Jeżeli pracujesz na cały etat, zajmuje Ci on co najmniej 40 godzin w tygodniu. Przemnóż to przez 46 tygodni (52 w roku minus wakacje). To jakieś 1840 godzin w ciągu roku. Między 25 a 65 rokiem życia przepracujesz w ten sposób 73600 godzin, czyli ponad 3060 dni. Chcesz być nieszczęśliwa i niespełniona przez cały ten czas?

warto zmienić zawód
To ja w moim „biurze” 🙂

Ty jesteś odpowiedzialna

Nic mnie tak nie wkurza, jak ludzie, którzy narzekają na swoje życie a nic z nim nie robią. Szef ich źle traktuje, rodzina obarcza obowiązkami, brak czasu powoduje, że stoją w miejscu i się nie rozwijają. Sorry, ale dość wymówek. Jeżeli to jest twój sposób myślenia to muszę cię uprzedzić: nigdy nie będziesz szczęśliwsza, bogatsza i bardziej spełniona niż dziś. Chyba, że wreszcie weźmiesz odpowiedzialność za siebie.

Już czas, byś wzięła odpowiedzialność za to wszystko, co robisz codziennie i co „zżera” twój czas. Za organizację swojego czasu i planowanie  małych czynności, które przybliżają cię do celu.  Za wyznaczenie sobie celów i nałożenie na nie planu realizacji. Za konsekwentne trzymanie się tego  planu. Za cały ten wysiłek, który jest potrzebny do odniesienia sukcesu w KAŻDEJ dziedzinie. A zawodowej już zwłaszcza. Na pewno pomoże Ci w tym m.in. książka Oli Budzyńskiej „Jak zostać Panią Swojego Czasu” <<klik po recenzję>>

 

Niby dlaczego masz być nieszczęśliwa

Jasne, ze to nie jest proste. Nie wszystkie jesteśmy dwudziestopięciolatkami po studiach, mieszkających w dużym mieście i mających pożądane kwalifikacje. I tak, ja też mam kredyt hipoteczny, który muszę spłacać. Ale tylko dlatego, że zdecydowałam, że chcę go wziąć, nie dam się usidlić w nielubianej pracy. Zmiana zawodu nie jest niepotrzebną komplikacją czy karą za bycie niespełnionym. To Twoja szansa na większą satysfakcję z życia i wyższe zarobki. Dlatego jest taka trudna i wymaga od ciebie zaangażowania zasobów, planowania i czasu. Jak wszystko, co w życiu wartościowe.

Duża zmiana

Jeśli przekonała cię powyższa argumentacja na tym etapie zapytasz: „ale jak miałabym to robić? Nie mam pomysłu, co innego mogłabym robić”. To nie jest idealna sytuacja i wiem, co mówię, bo ja też długo nie wiedziałam, co chcę robić i siedziałam przyczajona w mojej wygodnej posadce, bo przecież nie była zła, a ja nie widziałam alternatywy. Zmiana zawodu okazała się czymś na kształt podróży wgłąb siebie (i tak zdaję sobie sprawę jak pretensjonalnie to brzmi). Pozwolenia sobie na bycie…sobą. I nie staranie się komukolwiek zaimponować. Powiedziałam sobie: „mam w dupie prestiż. W pracy chcę być szczęśliwa i kochać to, co robię”. Od zawsze podskórnie wiedziałam, że jestem naturalnym opiekunem. Że przyciągają mnie istoty słabsze, „te wszystkie pieski ze złamanym ogonkiem” jak nazywa je M. I ta wiedza o sobie obudziła się we mnie, gdy koleżanka opowiedziała mi, że pracuje z osobami niepełnosprawnymi i jak to wygląda.  Pomyślałam: o ja, też bym tak chciała! Jestem niemalże pewna, że też masz gdzieś takie podszepty w głowie, mówiące „chciałabym móc pracować, jak ta i ta czy ten i tamten. To bardzo dobrze.

Nie bazuj jednak na swoim wyobrażeniu o pracy w danej branży, jeśli nigdy wcześniej nie miałaś z nią styczności. Poszukaj osób, które już to robią i zapytaj je wprost, jak to jest? Jakie są minusy i plusy? Co cenią najbardziej, a co je uwiera? Czy jeśli mogłyby zrobić to jeszcze raz, czy ponownie zdecydowałyby się na ten zawód? To pomoże Ci zyskać szerszy obraz  i zdecydować, czy jest to wymarzona robota dla ciebie.Jeśli uznasz, że nie – nie ma presji. Spokojnie poczekaj, aż coś bardziej „twojego” przyjdzie ci do głowy. Ale jeśli dasz sobie zielone światło, to od razu… zacznij działać!

Już dziś poszperaj w internecie na temat nowej pracy, poszukaj ogłoszeń, przygotuj pod nie swoje CV. Zastanów się, jakich nowych umiejętności potrzebujesz i jak je zdobyć. Może warto na początek zainwestować swój czas w wolontariat i przekonać się na własnej skórze jak to jest?

Jak mówi mój M., teraźniejszość, w której żyjemy to nie dziewiętnastowieczna wieś i mamy mnóstwo możliwości zmiany i rozwoju. Sam internet daje tyle opcji, że aż dech zapiera. Jest mnóstwo programów, inicjatyw, szkoleń, opcji, darmowego kształcenia, że – jeśli tylko tego potrzebujesz – aż żal nie skorzystać.

To jak zmieniasz zawód? Może zakładasz firmę? A może od początku dobrze wybrałaś i nie masz takich zmartwień? Czekam na wasze historie! I do następnego, Robaczki!

 

Zapewne zainteresuje Cię również

12 komentarzy

  1. w sedno;) jestem własnie a etapie wprowadzania zmian zawodowych, i nie taka zwykła zmiana pracy, ale faktycznie zmiana z przytupem! mamy za krótkie życie, żeby gnić w czymś co nam sie nie podoba. Mi osobiście pomógł coaching, ale jestem pewna, że często sami wiemy co w nas drzemie ale się boimy. A gdybyś się nie bała, to co byś zrobiła? 🙂

  2. Zmieniam pracę! Właśnie zostaję blogerką! 😉 Żarty żartami, ale dla mnie blog jest rzeczywiście jednym z elementów przewartościowania w życiu zawodowym. W odróżnieniu od Ciebie jestem młoda – maturę robiłam w 1990. 😉 To ważne, bo to był czas przełomu i nie istniała jeszcze presja rynku. Wybieraliśmy studia wg zainteresowań. Na studiach zaczęłam pracować w szkole, bo tak wyszło. Ale wkrótce się okazało, że uwielbiam pracować z młodzieżą. Więc od początku robiłam to, co dawało mi satysfakcję. Jednak uczyłam niszowego przedmiotu (łacina), który wraz z coraz mniejszym zainteresowaniem humanistyką odszedł do lamusa. Zrobiłam jedne i drugie studia podyplomowe i przestawiłam się na wiedzę o kulturze. To już nie było to, ale nadal fajne. Miałam coraz mniej godzin, a i powoli czułam, że się wypalam, więc zaczęłam szukać nowych możliwości. Do mnie rozwiązanie przyszło niemal samo, ale tym, którzy myślą, jak się przekwalifikować bardzo polecam książkę „Jakiego koloru jest Twój spadochron?”. Tym, co przyszło do mnie samo, był kurs nauczycielski programu Mindfulness-Based Stress Reduction. Chyba najlepiej wydana kasa w moim życiu. Na żadnych studiach się TYLE nie nauczyłam. Tylko że… bałam się pójść na całość i żyć tylko z organizacji kursów MBSR. Zresztą to w ogóle nie jest takie proste z różnych względów. A jeszcze DG trzeba by było założyć! Zgroza… No więc trzymałam się szkoły jak pijany płota. Zachrzaniałam jak mały samochodzik za coraz mniejsze pieniądze (to nie tylko lekcje, klasówki i zebrania; to papierologia, organizacja szkolnych wydarzeń, dodatkowe funkcje i zobowiązania). I co? Reforma. Która nie powinna mnie dotknąć, bo pracuję w liceum. Ale… w nowym liceum nie będzie wok-u. A więc znów jestem na rozdrożu, ale kiedy ochłonęłam, to zaczęło mi się ono coraz bardziej podobać. Mam szansę, żeby na poważnie się zająć moją nową zawodową pasją, a więc uczeniem ludzi, jak być bliżej siebie, jak radzić sobie z trudnościami i stresem.
    Wybacz ten elaborat, ale akurat wstrzeliłaś się w moje życie z tym artykułem. Pozdrawiam! 🙂

  3. pracuję w firmie, która w tym roku świętuje swoje 21 lecie. Moja szefowa pracuje tam już 20 lat. Wszystko zależy od indywidualnej oceny sytuacji każdego człowieka. Można całe życie stemplować dokumenty i być szczęśliwym, bo praca stabilna, spokojna i jest czas dla rodzony i swoich pasji.
    Praca na swój rachunek też niesie ze sobą wiele ttudności.

  4. Ja właśnie stoję na takim rozdrożu, choć zrobiłam już pierwszy krok. Poczułam, że każdy dzień w moje firmie robi ze mnie sfrustrowaną i wypaloną kobietę, niesamowicie zmęczoną psychicznie. 2 tygodnie temu złożyłam wypowiedzenie. I choć nie mam jeszcze konkretnej alternatywy to wiem, że dam sobie radę. Z dala od pracy, w której pracowników traktuje sie jak pionki w szalonej grze.

  5. A ja czuję, że pomału gubię się w swoim życiu zawodowym. Mam pracę, którą lubię więc nawet z przyjemnością do niej chodzę ale z drugiej strony ona nie daje mi szansy na rozwój i awans. Osiągnęłam w niej już wszystko co mogłam. Pojawiła się możliwość zmiany stanowiska na pokrewny ale dający już możliwość rozwoju i zdobycia nowego doświadczenia. Zgłosiłam się do rekrutacji, niestety pojawił się ktoś o takich kwalifikacjach, że dosłownie zmiótł konkurencję. A mnie zrobiło się przykro i właśnie poczułam to zniechęcenie do obecnej pracy. Które trwa i nawet teraz 12-dniowy weekend majowy nie pomaga odpocząć. Bo dalej nie wiem co mam ze sobą zrobić. Ale myślę o przyszłości a to już chyba coś..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *